Strona główna serwisu Gazeta Policyjna

Toro, czyli psia emerytura (nr 122/05.2015)

Historia tego psa obiegła media we wrześniu 2014 r. Nagłówki gazet krzyczały: „Policyjny pies znaleziony na ulicy”, „Policyjna emerytura na bruku”, „Policyjny pies trafił do schroniska”… Nagłośnienie sprawy przyniosło efekt – Toro znalazł w końcu dom, w którym dożył ostatnich dni.

Jego przypadek nie przyniósł splendoru Policji, choć, gdy sprawa ujrzała światło dzienne, policjanci zaangażowali się w pomoc zwierzęciu. Pomoc była oddolna i wynikała z potrzeby serca. W Policji nie ma bowiem przepisów, które pozwalałyby pomóc psu, który zakończył służbę. Może czas, aby takie uregulowania powstały? Koszt nie byłyby zbyt wysoki, a wizerunek Policji, która dba o wszystkich swoich „funkcjonariuszy”, także gdy zakończą służbę, na pewno by się poprawił.

I PREWENCYJNE, I KRYMINALNE

W Policji służy prawie 1000 psów. Znakomita większość, bo 942, to prewencjusze, 54 to kryminalni. Przyporządkowanie może być trochę mylące, bo czworonożni prewencjusze są też specjalistami od materiałów wybuchowych i narkotyków. Poprzedni rok był pierwszym od wprowadzania oszczędności w Policji, w którym liczba psów przyjmowanych do służby przewyższyła liczbę wycofywanych czworonogów. Co prawda tylko o 15 zwierząt, ale jednak. Lata wcześniejsze nie napawały optymizmem: w 2012 r. wycofano 174 psy służbowe, a nabyto 94, w 2012 r. służbę zakończyło 199 psów, a rozpoczęło 139.

Przed cięciami finansowymi służyło w Policji prawie 1500 psów, a kynologia była jednym z prężniej rozwijających się pionów. Wznowienie w 2013 r. Kynologicznych Mistrzostw Policji i nowe zarządzenie Komendanta Głównego Policji nowelizujące przepisy dotyczące psów służbowych budzą nadzieję.

Czworonogi były w Policji od zawsze. Obecnie przygotowywane są do służby w sześciu kategoriach prewencyjnych. Większość to psy patrolowo-tropiące.

– Trzy lata temu wprowadziliśmy kursy dla przewodników psów tropiących – mówi mł. insp. Marek Hańczuk, kierownik Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach, będącego częścią Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. – To odpowiedź na zapotrzebowanie zgłaszane z terenu. Psy patrolowo-tropiące chodzą w patrolu, szkolone są, aby tropić sprawców przestępstw. Natomiast psy tropiące także mogą ścigać przestępców, ale przede wszystkim przygotowywane są do działań poszukiwawczych. Te psy nie są uczone elementów obrończych. Wcześniej trzeba było uważać, konieczna była asekuracja, aby pies nie skrzywdził odnalezionej osoby.

W prewencji służą również psy: patrolowe, do wyszukiwania zapachów materiałów wybuchowych, do wyszukiwania zapachów narkotyków i do wyszukiwania zapachu zwłok ludzkich. Osobna kategoria to psy służby kryminalnej, wykorzystywane do badań osmologicznych.

MAJĄTEK POLICJI

Policja kupuje psy od osób prywatnych, nie tyle od hodowców, co pośredników zajmujących się wyszukiwaniem zwierząt, które mogłyby służyć. To całkiem dochodowy interes, choć różnica cen za zachodnią granicą powoduje, że na polski rynek trafia mniej zwierząt.

– Gdy zaczynałem pracę, jednorazowo przyjmowało się od 50 do 100 psów, więcej było też kursów – mówi podinsp. Maciej Gawkowski, lekarz weterynarii z Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach. – Te psy wybierało się z prawie 400 zwierząt. To była kolosalna praca, ale wiedzieliśmy, że do służby trafiają najlepsze sztuki.

Centralny dobór psów do Policji obowiązujący od trzech lat ujednolicił kryteria przyjęć, zbiegł się jednak z dużo mniejszą podażą zwierząt. Za jednego psa Policja płaci od 4 do maksymalnie 6 tys. zł. Po kursie jego wartość jeszcze wzrasta.

Pies w Policji od strony formalnej traktowany jest trochę jak mebel, żeby nie powiedzieć – rzecz. Stanowi majątek instytucji, i podobnie jak szafka, krzesło, komputer czy telefon służbowy nie może przejść na emeryturę. Policja nie może łożyć na utrzymanie zwierzęcia, które w Policji już nie służy, czyli nie jest jej własnością. Psy nie przechodzą więc na emeryturę, lecz są wycofywane z Policji.

WADLIK, CZYLI TORO

W ten właśnie sposób z Policją rozstał się pies służbowy Wadlik, znany w mediach pod imieniem Toro. Przyszedł na świat 15 października 2003 r. W 2005 r. ukończył kurs w Sułkowicach i został psem patrolowo-tropiącym.

Psy poddawane są okresowym atestom. Zarządzenie nr 74 Komendanta Głównego Policji z 31 grudnia 2014 r. (weszło w życie 3 stycznia br.) zmieniające zarządzenie w sprawie metod i form wykonywania zadań z użyciem psów służbowych, szczegółowych zasad ich szkolenia oraz norm wyżywienia wprowadziło kilka istotnych zmian, m.in. i tę, że atesty wydawane są teraz  na dłuższy okres i uzależnione są od wieku zwierzęcia.

Toro pierwszy atest otrzymał na 12 miesięcy. Ostatni ważny był do 31 grudnia 2013 r. Służbę pełnił w KPP w Wodzisławiu Śląskim. Zgodnie z Decyzją Komendanta Wojewódzkiego Policji w Katowicach nr 658/13 z 9 grudnia 2013 r. Toro został wycofany z Policji 8 stycznia 2014 r. Powód – zaawansowane zmiany starcze, osłabienie motoryki kończyn, spadek temperamentu, „co trwale wykluczyło go z dalszej służby w Policji”.

Pies został nieodpłatnie przekazany przewodnikowi, z którym pracował, a który właśnie przechodził na emeryturę. Psy zwykle po latach służby przekazywane są dotychczasowym opiekunom. To najlepsza dla nich nagroda po latach, gdy wiernie służyły ludziom w mundurach. Taki los miał być też udziałem Toro. Stało się inaczej. Przewodnik musiał wyjechać za granicę i powierzył swojego partnera osobie z rodziny. Po jakimś czasie okazało się, że człowiek ten nie dawał sobie rady z psem i poszukał mu nowego domu. Kolejna przystań także nie była wymarzonym miejscem dla wysłużonego psa.

Toro coraz częściej błąkał się po okolicy, zaniedbany i opuszczony. Nie takiej emerytury spodziewał się po latach służby w Policji. Wychudzony, z guzem nad okiem i wysiękiem z nosa trafił do schroniska w Żywcu, gdzie troskliwie się nim zajęto.

Z mediów o losie czworonożnego „policjanta” dowiedzieli się miejscowi stróże prawa. I od razu postanowili zadziałać.

– Spotkaliśmy się z kierownictwem schroniska – mówi asp. sztab. Arkadiusz Cieślak, dyżurny KPP w Żywcu, wówczas przewodniczący ZT NSZZP. – Sytuacja Toro była bardzo ciężka. Był w kiepskiej formie fizycznej i psychicznej, wylękniony i podłamany sytuacją. Nie służył w powiecie żywieckim, trafił tu jako emeryt. Wielki ukłon należy się pracownikom schroniska, którzy zajmowali się nim z wielkim oddaniem.  Nasze skromne działanie polegało na kupieniu lepszej karmy, witamin, odwiedzaliśmy Toro, braliśmy go na spacery. Dlaczego zajęliśmy się tą sprawą? Po pierwsze, sam jestem psiarzem i gdy usłyszałem, że taki los spotkał psa, który służył razem z policjantami, to postanowiłem zainteresować sprawą członków zarządu, aby wspólnie pomóc. Chodziło też o dobre imię firmy, w której pracuję 24 lata. Jako policjanci nie mogliśmy nie pomóc.

Toro w końcu znalazł stały dom. Miał nawet swój profil na Facebooku, gdzie „informował” o postępach w leczeniu. I gdy wydawało się, że największe trudności są już pokonane, przyszła wiadomość „21 grudnia (2014 r.) o godz. 0.25 Toro odszedł za tęczowy most”. Na szczęście ostatnie tygodnie życia spędził otoczony troską, w bezpiecznym domu.

POMÓC PRZEWODNIKOM

Casus Toro wywołał lawinę komentarzy miłośników zwierząt na forach internetowych. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że jest to przypadek jednostkowy, choć oczywiście nie powinien się zdarzyć. Gdyby przewodnik Toro nadal był w służbie, na pewno miałby postępowanie dyscyplinarne. Splot przypadków postawił na drodze policyjnego psa nieodpowiedzialnych ludzi i zamiast w spokoju dożywać swoich dni po latach wytężonej służby, trafił na ulicę.

W większości przypadków psy wycofywane ze służby trafiają nieodpłatnie do dotychczasowych przewodników. Nowe zarządzenie nr 74 określiło ponadto, że wysłużonego psa można nieodpłatnie przekazać także każdemu innemu policjantowi, który wystąpi z takim wnioskiem. W dalszej kolejności pies może być przekazany instytucji lub organizacji, której celem statutowym jest ochrona zwierząt. Nie zawsze przewodnik ma warunki, aby wziąć psa do domu. Często ma już inne psy na utrzymaniu, a czasami nie ma po prostu możliwości. Na Policji spoczywa jednak obowiązek sprawdzenia, do jakiej osoby trafia zwierzę i czy będzie miało zapewnione odpowiednie warunki. W przypadku Toro nie było takiej potrzeby, bo pierwotnie wziął go przewodnik.

Dopóki pies służy, ma zapewnioną karmę, kojec, opiekę weterynaryjną. Gdy wycofywany jest ze służby (czyli przestaje być własnością Policji) wszystko to traci. Przewodnik musi sam udźwignąć utrzymanie czworonoga. A właśnie wtedy zaczynają się poważne wydatki na leczenie. Policyjni psiarze to pasjonaci swojej roboty. Warto im pomóc. Stawianie służbowych kojców na terenie posesji przewodnika (jeżeli ma takie warunki) to coraz częstsza praktyka, gdy pies jest w służbie. Może warto zadbać o czworonogi także wtedy, gdy kończą pracę w Policji. Wymagałoby to oczywiście zmian w prawie, a przede wszystkim podejścia do naszych „braci mniejszych”. To ostatnie możemy zacząć zmieniać już dzisiaj.

PSIA EMERYTURA?

Pies może zostać wycofany ze służby po osiągnięciu 9. roku życia. Oczywiście zdarza się, że jest w dobrej formie i jeżeli przejdzie testy, może służyć dalej. Ze względów zdrowotnych może zakończyć też służbę wcześniej. Praca czworonożnego „funkcjonariusza” jest jednak tak wyczerpująca, że po 9. roku życia ujawnia się wiele dolegliwości. Owczarki niemieckie żyją średnio 13 lat. W żaden sposób nie można jednak porównać życia psa „kanapowego” z psem służbowym.

Gdy psa nikt nie chce, albo nie może wziąć, wystawiany jest na licytację. To także nie przysparza chwały Policji, która chce w ten sposób odzyskać część pieniędzy zainwestowanych w zwierzę. A za darmo nie może pozbyć się swojego majątku.

Rok temu prasę obiegła wiadomość, że KMP w Miliczu wystawiła na przetarg Zantusa, psa wycofanego ze służby. Licytację wygrał przedstawiciel Stowarzyszenia Miłośników Owczarka Niemieckiego, a Zantus znalazł stały, spokojny dom. Ubiegłoroczny przetarg był drugim tego typu w ostatnich piętnastu latach na Dolnym Śląsku.

Fundacja Szarik zaapelowała w ubiegłym roku o uroczyste zakończenie służby każdego czworonoga, zwracając uwagę także na problem psów odchodzących „na emeryturę” z wojska.

„Przewodniku, Twój partner kończy służbę? A państwo uważa go za zużyty przedmiot? Po prostu oddaj hołd. Skrzyknij kolegów i koleżanki, zróbcie małą uroczystość i… natrzaskajcie fot! My udostępnimy to w sieci, po jakimś czasie brak szacunku dla psa ze strony „czynników” stanie się takim obciachem, że to decydenci ze sztabów najgłośniej będą orędować, aby wysłużone psy były traktowane z należytym szacunkiem” – namawiają aktywiści na swoim portalu.

Najlepsza przystań na starość dla psa służbowego to dom opiekuna, z którym pracował przez ostatnie lata. Warto pomóc przewodnikom, którzy biorą na barki utrzymanie wysłużonych psów. Opieka weterynaryjna w postaci badań kontrolnych i ułamek dodatku na karmę, jak przy psach na służbie, na pewno ulżyłby tym ludziom.

PAWEŁ OSTASZEWSKI
zdj. autor i Mirosława Piątek (KPP w Żywcu) (1)