Strona główna serwisu Gazeta Policyjna

Wspomnień czar

Dziś Policja dysponuje radiowozami różnych marek, dawniej takiego wyboru nie było. Funkcjonariusze jeździli warszawą, później dużym fiatem oraz nysą. Tych aut nie ma już w służbie, ale są jeszcze osoby, które nimi jeździły i podzieliły się z „Policją 997” swoimi wspomnieniami.

WARSZAWA 223

Radziecka licencja

Warszawa była pierwszym samochodem osobowym seryjnie produkowanym w powojennej Polsce. Pierwsze modele FSO M20, 200, 201 i 202, potocznie nazywane garbusami, były prawie takie same, jak radziecki gaz M20 pobieda. Miały czterodrzwiowe garbate nadwozie, benzynowy silnik o pojemności 2120 cm³, napędzający tylne koła przez trzybiegową skrzynię biegów, oraz hamulce bębnowe. Lewarek zmiany biegów znajdował się przy kierownicy. W roku 1964 wprowadzono do produkcji modele sedan, oznaczone 203/223 i 204/224. Zyskały panoramiczną szybę z przodu i dużą szybę z tyłu. Wprowadzono także wiele nowości wizualnych, zmieniono m.in. atrapę chłodnicy i zderzaki. Technicznie sedany były podobne do „garbusa”, silniki miały o takiej samej pojemności, ale o większej mocy – 70 KM. Ostatnie modele wyposażane były w umieszczoną w podłodze czteroprzekładniową skrzynię biegów. Powstały wersje kombi i pickup, a także odmiany specjalne, takie jak radiowóz, ambulans/sanitarka, furgon, pocztylion oraz drezyna. Wewnątrz było dużo miejsca. Kanapa z przodu, kanapa z tyłu, duży bagażnik, wysokie zawieszenie. Wyposażenie zawierało wszystko, co niezbędne, choć dziś powiedzielibyśmy o nim – „ubogie”.

Pojemny, przestronny, wytrzymały

Pod koniec lat 60. XX wieku takimi właśnie warszawami jeździł Jerzy Wysocki, który w tamtym czasie był funkcjonariuszem Wydziału Ruchu Drogowego w Komendzie Stołecznej Milicji Obywatelskiej. Zaczynał jeździć warszawą M20 jeszcze w szkole podoficerskiej. Wtedy warszawa była w milicji podstawowym radiowozem, obok nys i uazów. Auta z FSO były w kolorach białym lub kremowym, z niebieskim pasem wokół samochodu poniżej linii okien. Na dachu była tzw. bomba, czyli niebieskie światło błyskowe z umieszczonym niżej podświetlonym napisem MILICJA. Zmiennotonowe syreny umieszczone były za atrapą chłodnicy. Sygnały uprzywilejowania uruchamiane były przyciskami na desce rozdzielczej. Radiostacja, montowana najczęściej w bagażniku, była sterowana słuchawką w przedziale pasażerskim. Pan Jerzy wspomina, że w tamtych czasach nie było lepszego samochodu. Osiągi nie były imponujące, ale wystarczyło włączyć sygnały, by kierowca, który popełnił wykroczenie, zatrzymał swój pojazd. Wysokie zawieszenie pozwalało prawie wszędzie wjechać i – co ważne – wyjechać. Niezależnie, czy to było błoto, piach czy śnieg. Radiowozy z FSO jeździły na zabezpieczenia, interwencje, patrole i kontrole drogowe. Zdarzały się także pościgi, ale rzadko. Jerzy Wysocki opowiada, że warszawa była samochodem niezawodnym, dodaje jednak, że była to zasługa przestrzegania terminów przeglądów i sprawności warsztatów. Przy każdym przeglądzie należało do punktów smarowania wtłoczyć towot (półpłynny smar) za pomocą smarownicy. Podzespoły trzeba było wymieniać zgodnie ze zużyciem, ale przestrzegając harmonogramu przeglądu. Co jakiś czas wymagane było ropowanie podwozia w celu oczyszczenia i zabezpieczenia przed rdzą. Gdy się zdarzyły awarie lub kolizje na służbie, wtedy WRD wysyłał swoje pogotowie drogowe, by odholować radiowóz do warsztatów.

– Samochód był pojemny, przestronny, wytrzymały – mówi Jerzy Wysocki – gdybym dziś mógł go kupić, to bym kupił.

POLSKI FIAT 125p

Licencja z Włoch

Polski fiat 125p był produkowany w FSO na Żeraniu od roku 1967. Podstawą była umowa licencyjna z włoską firmą Fiat. Po wygaśnięciu licencji w 1983 r. zmieniono nazwę auta na FSO 125p. Produkcję zakończono w roku 1991. Dużego fiata używał m.in. porucznik Borewicz w serialu „07 zgłoś się”. Fiat miał ładną sylwetkę, nowoczesną samonośną konstrukcję nadwozia i dobry silnik. Początkowo 1,3 l o mocy 60 KM, potem 1,5 l z 70 KM mocy. Przez czterobiegową (od 1985 r. pięciobiegową) manualną skrzynię biegów moc przenoszona była na koła tylne. Auto rozpędzało się do ponad 140 km/h. W porównaniu z warszawą 223 fiat miał mniejsze zapotrzebowanie na paliwo. Modelem podstawowym był sedan o długości 4226 mm. Inne wersje to kombi i pickup. Polskie fiaty zastępowały warszawy. Były wersje dla milicji, pogotowia, do lekkiego transportu i oczywiście wersje sportowe, które osiągały całkiem dobre wyniki w rajdach.

Powiew nowoczesności

Fiaty 125p już w latach 70. zastępowały starsze warszawy. Asp. szt. Marek Studzienny w połowie lat 80. sprowadzał nowe oznakowane fiaty z Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Rzeszowie do komendy w Leżajsku.

– To był powiew nowoczesności – mówi. – Komfortowy, dynamiczny, trzymał się drogi. Poza tym dobre wyposażenie, oszczędny i bezpieczny.

W milicji były fiaty oznakowane głównie w wersji sedan, dużo mniej typu kombi. Auto, którym jeździł nasz rozmówca, było niebieskie z białym pasem, ale były także modele białe z pasem w kolorze niebieskim. Na dachu zamontowane były pałąki, do których mocowano galeryjkę z napisem MILICJA, a na niej lampę obrotową w kolorze niebieskim. Obok montowane były głośniki. Syreny były pod maską lub na przednim zderzaku. Napis MILICJA malowany był na przednich drzwiach.

Pojazdy były przestronne. W radiowozach prewencji zamontowana była szyba za przednimi siedzeniami oraz linki przy tylnej kanapie do zaczepiania kajdanek. Włączniki sygnałów uprzywilejowania montowano na desce rozdzielczej.

Pan Marek nigdy nie miał problemów ze swoim fiatem. Nigdy go nie holował. Zdobył odznakę „Wzorowy kierowca”. FSO 125p nie był awaryjny, ale, jak w przypadku warszawy, należało przestrzegać terminów przeglądów. Co 10 tys. km wymieniano zużyte części. Najczęstszych wymian potrzebowało zawieszenie. Drogi były złe, a podzespoły zawieszenia szybko się zużywały. Zdaniem naszego rozmówcy fiat w porównaniu z nysami, żukami i uazami wypadał najlepiej.

NYSA 522

Polski van

Nysa, jako samochód dostawczy, była seryjnie produkowana w Zakładzie Samochodów Dostawczych w Nysie od roku 1958. Początkowo tylko w wersji furgon, później doczekała się licznych typów nadwozia, takich jak: towos (towarowo-osobowy), mikrobus, sanitarka, radiowóz, kinowóz. W roku 1968 przeprowadzono poważną modernizację auta. Zmienił się przód, co poprawiło dostęp do silnika, a pojazd zyskał charakterystyczny kształt. Nysa miała podwozie zaadaptowane z dobrze znanej warszawy z FSO. Silniki, także zapożyczone z FSO, miały pojemność 2120 cm³ i 70 KM mocy. Koła tylne były napędzane przez trzybiegową skrzynię biegów. Samochód o długości 4400 mm i masie 1550 kg nie zachwycał osiągami, lecz mnogość wersji nadwozia oraz możliwości dostosowania auta do różnych potrzeb czyniły z nysy auto pożądane w wielu dziedzinach życia. Produkcję zakończono w 1994 r.

Najlepszy radiowóz

Zdaniem sierż. szt. w st. spocz. Wiesława Mączki nysa była najlepszym samochodem, jaki był w MO, a później w Policji. Jej wszechstronność i w tamtym czasie praktycznie brak konkurencji na rynku sprawiły, że nysa służyła w milicji u boku warszaw, była, gdy jeździły fiaty i przeszła do Policji razem z polonezami. Pan Wiesław dostał do służby nową nysę pod koniec lat 80. Była to nysa 522 w kolorze niebieskim, z białym pasem pod linią okien. Poniżej koguta na dachu oraz na bocznych rozsuwanych drzwiach widniał napis MILICJA. Syreny, megafon i w wielu wersjach szperacz były także umieszczone na dachu tuż za górną krawędzią panoramicznej szyby czołowej. Z tyłu nysa 522 miała podwójne drzwi, które były wejściem do przedziału dla osób zatrzymanych. Kierowca na skromnej desce rozdzielczej miał przełączniki do uruchamiania sygnałów uprzywilejowania i przełącznik do zmiany zbiorników z paliwem. Były dwa po 55 l. Radiostacja montowana była na obszernej półce podszybia. Dostęp do silnika był nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz. Radiowóz był wysoki, na wysokich wąskich kołach. Przy szybszej jeździe podczas pokonywania zakrętów istniało ryzyko wywrotki, ale zdaniem Wiesława Mączki dało się wyczuć nysę tak, że można było pokonywać nawet ryzykowne zakręty. Gdy auto miało terminowy przegląd, użytkownik pracował razem z mechanikiem. Pozwalało to kierowcy na dokładne poznanie auta, które odwdzięczało się niezawodnością.

Funkcjonariusz nie bał się wyjechać tym pojazdem na bezdroża, nie było obawy, że zaczepi o cokolwiek podwoziem. Wnętrze nie było, nawet jak na tamte czasy, luksusowe, ale nikt nie narzekał. Szczególnie dobra była pozycja kierowcy, który, siedząc wysoko, miał dobrą widoczność. W prewencji nysa służyła głównie do patrolowania i konwojowania. Sierż. szt. w st. spocz. Mączka jeździł swoją nysą 16 lat. Przesiadł się do poloneza, gdy nysa poszła do kasacji. Mimo że jeździł wieloma autami, nysę wspomina najlepiej.

KRZYSZTOF CHRZANOWSKI