Jest Pani jednym z niewielu antropologów sądowych w Polsce z tak dużym doświadczeniem i interdyscyplinarnym zakresem badań. I co ważne dla naszej formacji, współpracującej z nami i wzajemnie sympatyzującej. Proszę przybliżyć swój obszar działań.
W pracy zawodowej zajmuję się szeroko pojętą identyfikacją zarówno osób żywych, NN sprawców nagranych na monitoringach, jak i zwłok i szczątków ludzkich o nieustalonej tożsamości. Od początku pracy zawodowej biorę czynny udział w pracach ekshumacyjnych dotyczących prac historycznych, jak i tych związanych z poszukiwaniem i identyfikacją ofiar współczesnych zbrodni.
Pod kątem dopasowania ich do konkretnych osób?
Tak, ale też oceną wieku i szerzej przestępstwami przeciwko wolności seksualnej na szkodę małoletnich. Oceniam wiek osób, które są uwiecznione na materiałach, zajmuję się też identyfikacją sprawców tych przestępstw.
To rzeczywiście bardzo szeroki zakres identyfikacji. Stąd też ta ścisła współpraca z nami.
Zdecydowanie tak. Dzięki tej współpracy coraz większej liczby zwłok o nieustalonej tożsamości udaje się określić ich imię i nazwisko. Choć my w Katerze Medycyny Sądowej jesteśmy małym elementem w całej procedurze identyfikacji.
Ale jednak znaczącym. Szczególnie przy trudniejszych sprawach.
Kiedy nie ma typowania, kto to może być, ustalamy na samym początku tzw. profil biologiczny, czyli triadę identyfikacyjną: płeć, wiek, wysokość ciała tej osoby, na ile da się oczywiście to zrobić. I elementy charakterystyczne, np. opisujemy stan uzębienia, stan po złamaniach lub staramy się przeprowadzić identyfikację na podstawie różnego rodzaju implantów. Endoprotezy czy symulatory serca mają swoje numery, więc jesteśmy w stanie dojść do tego, kto to może być. Pozwala to zawęzić krąg osób, wśród których będziemy poszukiwać. Pewność jednak dają nam badania genetyczne.
To temat, który nie wybacza pomyłek...
I bardzo poważny. Dlatego uważam, że trzeba zrobić więcej niż mniej, żebyśmy mieli jak najmniej wątpliwości. To aspekt, który jest dla mnie bardzo ważny.
Zanim jednak zacznie się identyfikować zwłoki lub szczątki ludzkie, trzeba je odnaleźć. Nie zawsze jest to łatwe. Ma Pani doświadczenie i w terenie zurbanizowanym, i leśnym. Jakie stosujecie metody poszukiwawcze?
My wchodzimy dopiero w momencie, kiedy powiedzmy kolokwialnie, Policja zrobi swoją robotę. Im bardziej precyzyjne są informacje, gdzie mamy szukać, tym jest oczywiście prościej. Ale jest różnie, elementy zacierają się, świadkowie czy oskarżeni czasem nie wszystko pamiętają, a czasem nie chcą powiedzieć. Łatwiej jest szukać zwłok w terenie zurbanizowanym, bo są tam elementy stałe. Zaczynamy zawsze od analizy zdjęć lotniczych i patrzymy, jak zmienił się teren na przestrzeni czasu. Najtrudniejsze są poszukiwania w terenie leśnym.
Bo ten las żyje?
Dokładnie tak, zmienia się. Zdarza się, że sprawca, po latach wskazuje miejsce i mówi „to tu, w tym lesie”. Tylko po analizie zdjęć lotniczych wychodzi, że wtedy nie było tam lasu. Albo był młodnik, a nie stary las. Lub odwrotnie. Nie znaczy to, że jest to wskazówka nieprzydatna. Bo poprowadził w miejsce, jak najbardziej zbliżone do tego co zapamiętał.
Nie można tego wykluczyć. Pamiętam z jednego ze szkoleń, jak mówiła Pani o współpracy Policji z archeologami…
Z mojego doświadczenia ta współpraca z archeologiem – terenowcem przy pracach ziemnych w poszukiwaniu zwłok powinna być podstawą. Bo tylko on tak naprawdę jest w stanie „przeczytać ziemię” i powiedzieć, czy tam coś jest. I na jakiej głębokości. Nikt inny. Weźmy taką sytuację, sprawcy mówią, że wykopaliśmy jamę grobową na trzy metry. Pójdziemy w to miejsce i już na głębokości, powiedzmy, metra będzie tzw. calec.
Czyli warstwa nienaruszona przez człowieka?
Tak, czyli wiadomo, że w tym miejscu nie mogli zakopać nic na trzech metrach. Warto rozważyć, żeby do przesłuchania świadków włączyć jakieś pytania archeologa, które policjant czy prokurator mógłby zadać. Korzystamy też bardzo często z uprzejmości pracowników lasów, bo mają olbrzymią wiedzę i znają te lasy najlepiej.
Co wam jeszcze ułatwia pracę?
Dla nas, podobnie jak dla Policji, wszystkie informacje są ważne, żeby określić profil biologiczny i mieć pewność. A czasem zdarza się, że policjanci nie chcą ujawnić podstawowych informacji. Ważne jest, że szukamy np. kobiety lat 20, która zaginęła wiele lat temu. Znajdujemy, po takim czasie będą to już zapewne szczątki zeszkieletowane, ale jesteśmy w stanie potwierdzić, że jest to kobieta w tym wieku. Nie znaczy to, że jest to ta osoba. Wiele rzeczy może się zgadzać, natomiast potwierdzą lub wykluczą nam to badania genetyczne.
Ważne są dla nas okoliczności znalezienia, a często mamy zdawkowe informacje o ujawnieniu szczątków. Ułatwia to również datowanie. Była np. taka sprawa, że w jednej z dzielnic Wrocławia, blisko centrum, na działce z domkiem jednorodzinnym, znaleziono szczątki ludzkie. Z książki, z której często korzystamy o dawnych cmentarzach Wrocławia, wyczytaliśmy, że był tam duży cmentarz. Najprawdopodobniej więc były to szczątki z tego cmentarza. Gdybyśmy mieli konkretne miejsce ujawnienia to moglibyśmy nawet pewnie zidentyfikować tożsamość tej osoby.
Inna kwestia, jak oddajemy szczątki do pochówku, to później nie wiemy co w tej sprawie się dzieje i czy została potwierdzona np. identyfikacja. Do nas ta informacja już nie trafia. A szkoda.
Wiem już ze szkoleń, że dla Pani bardzo ważne jest nie pozostawianie szczątków bezimiennych.
Generalnie chciałabym, żeby wszystkie szczątki, które do nas trafiają, udało się zidentyfikować. Bardzo konsekwentna i cierpliwa jestem w ich ustalaniu. Marudzę policjantom często, dzwonię i proszę. Bardzo często trafiam na policjantów pasjonatów, którzy też chcą rozwiązać daną sprawę. Miałam trzy takie sprawy, zostały jeszcze dwie do rozwiązania.
Jaką sprawę udało się zamknąć. Możemy o tym powiedzieć?
Sprawa dosyć stara. To były szczątki dziewczynki, której dałam wówczas 15–17 lat. Założyłam, że jest zgłoszona jako zaginiona. W bazie jednak jej nie było. Badania genetyczne wykluczyły pierwotne typowanie. Nie dawało mi to spokoju i drążyłam temat. „Męczyłam” policjantów wrocławskich w tej sprawie, powtórzyli badania genetyczne nowymi metodami, wytypowali zaginione dziewczynki, przeszukali jeszcze raz bazę innym sposobem i mamy trafienie. Było to zaginięcie z lat. 80. Rodzice tej dziewczynki już nie żyją. Ale mi bardzo zależało, żeby przywrócić jej tożsamość. Jestem naprawdę wdzięczna policjantom z KWP we Wrocławiu, że mimo olbrzymiej ilości spraw, które prowadzą, chciało im się posiedzieć nad sprawą i nie zbagatelizować jej. Ktoś by powiedział, że może nie warto, bo życia się przecież nie przywróci i nic już nie można zrobić. Dla mnie jest to jednak bardzo ważne. I cieszę się, że policjanci też do tego tak podchodzą.
To jak misja spoza światów. Cierpliwość i determinacja popłaca w tej kwestii. Wróćmy jeszcze do metod poszukiwawczych.
Ile byśmy metod nieinwazyjnych zastosowali, począwszy od wstępnej analizy zdjęć lotniczych, patrzenia na skanowanie laserowe czy zrobienie prospekcji georadarowej. Tak czy inaczej kończy się kopaniem.
A czym najlepiej kopać?
Dla nas jest ważne, żeby używać koparki pod ścisłym nadzorem archeologa. Nie szpadli. Przy pojedynczym grobie możemy go po prostu ominąć i nie znaleźć. A przy ściąganiu warstw o miąższości 20–30 cm koparką, jeżeli jama będzie, to będzie widoczna. Poza tym, nie uszkodzimy szczątków. Wiele zależy od tego, jak te szczątki zostaną wyciągnięte. Dlatego jesteśmy za wydostaniem ich metodą archeologiczną, bo wtedy będziemy wiedzieć więcej.
Różne są metody ukrywania zwłok, na ich zachowanie wpływają warunki atmosferyczne i czas. Determinuje to również metody badawcze?
Proces rozkładu i przemiany determinują przede wszystkim warunki. Jeżeli będziemy mieć np. sucho i przewiewnie, może dojść do mumifkacji, czyli wysychania. W bardzo krótkim czasie zwłoki tracą wówczas ok. 60–70 proc. wody, tj. 1/3 wyjściowej masy ciała. To jest przemiana utrwalająca. Przy dużej wilgotności może dojść do przemiany tłuszczowo-woskowej. Musimy też pamiętać o żerowaniu owadów, a później zwierząt, co jest nieuniknione. Najłatwiej zidentyfikować zwłoki, które nie są objęte procesem gnilnym. Zwłoki z pożaru czy zeszkieletowane również się identyfikuje, ale proces badawczy jest dłuższy.
Czyli teoretycznie da się przewidzieć, w jakim stanie będą zwłoki w zależności od warunków?
Gdy pada pytanie czego możemy się spodziewać albo czego powinniśmy szukać, zawsze odpowiadam książkowo, że może to wyglądać tak i tak. Ale tak naprawdę, nie zawsze będziemy wiedzieć ze 100 procentową pewnością. Zbyt wiele czynników wpływa na ten proces rozkładu.
Jak na przykład antybiotykoterapia?
No właśnie. Antybiotyki potrafią znacznie spowolnić proces rozkładu gnilnego.
Nie uda nam się wyczerpać tego tematu. Na szkoleniach widać było również niedosyt i duże zapotrzebowanie na wiedzę w tym temacie wśród policjantów…
Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie ma ludzi, którzy wiedzą wszystko. Ja na szkoleniach i na co dzień też uczę się dużo od policjantów, więc jest to świetna wymiana doświadczeń. Jesteśmy otwarci i zawsze pomagamy, dzielimy się z chęcią tą wiedzą, staramy się odpowiedzieć na każde pytanie.
Dziękuję za rozmowę.
zdj. M.A. Małkińska