Strona główna serwisu Gazeta Policyjna

Policjant legenda

Ma za sobą 52 lata służby w pionie ruchu drogowego. Cały ten czas na ulicy, choć już trzydzieści lat temu mógł z niej zejść. Ale nie wyobrażał sobie pracy za biurkiem. Kontakt z ludźmi, brak monotonii i aktywność na służbie powodowały, że chciał przychodzić do pracy. Gdy ktoś zapytał, co go trzymało w Wydziale Ruchu Drogowego przez tyle lat, odpowiadał: lubię tę robotę.

W lutym 2026 r. na emeryturę przeszedł asp. szt. Adam Rakowski, 52 lata po tym, jak zdecydował się wstąpić do ówczesnej Milicji Obywatelskiej. Przez cały czas, od stycznia 1974 r., był w ruchu drogowym. Teraz policjantom WRD KPP w Gnieźnie będzie brakowało ich mentora. Nikt nie pamięta czasu, gdy go nie było.

Trzeba to lubić

– Gdy miałem 19 lat, chciałem wstąpić do Wojsk Ochrony Pogranicza, ale przy rekrutacji dałem się namówić na MO. Rok później pełniłem służby w plutonie motocyklowym w Poznaniu. Na dwudziestu milicjantów jednostka miała trzy Urale i trzy Warszawy, ale jeździliśmy głównie motocyklami Ural z wózkiem. Do naszych głównych zadań należało kierowanie ruchem w Poznaniu. Na ulicach stały takie wieżyczki, a my w środku ubrani w białe mundury. Niestety ówczesne Krazy, Mazy czy Jelcze potężnie dymiły i biały mundur po jednej służbie był do prania. Kierowaliśmy ruchem w kłębach spalin przez wiele godzin. Zdarzało się, że zamiast wracać do bazy, jechało się do lekarza, bo człowiek był podtruty tymi spalinami. Mimo to polubiłem tę robotę i w 1975 r. poszedłem do Gniezna, do RD właśnie – wspomina asp. szt. Adam Rakowski podczas jednej z ostatnich służb w lutym 2026 r.

Nasz rozmówca pełni ją dziś z asp. Przemysławem Samojedenem, który ma 13 lat stażu w formacji. Stoją przy drodze wojewódzkiej 194 we wsi Łubowo. Kierowcy widzą radiowóz i jadą zgodnie z przepisami.

– Dla wielu z nas Adam może wydawać się jak z innej epoki, ale on ma taką osobowość, że dogaduje się z każdym. Przez pierwsze lata w RD miałem patrole głównie z Adamem. Zawsze dzieli się swoim doświadczeniem i wiele się od niego nauczyliśmy. Jest skarbnicą wiedzy i nie wywyższa się – mówi Samojeden.

– W latach 70. mieliśmy w Gnieźnie Wołgę i motocykle MZ TS i Tropik. Czasami jechaliśmy we dwóch na Tropiku, ale częściej pełniliśmy służby pojedynczo. Przy kontroli czy przy zdarzeniach trzeba było radzić sobie samemu. Jeśli czegoś nie wiedziałeś, to nie zrobiłeś, nie było telefonów jak teraz. Jeśli był jakiś wypadek czy kolizja, to trzeba było potrafić wsiąść do każdego pojazdu i jakoś go zabezpieczyć. Wtedy posiadanie różnych kategorii prawa jazdy było niemalże obowiązkiem. Poza tym łatwiej przeprowadzać kontrolę, jeśli mamy odpowiednią kategorię i wiemy, jakie elementy sprawdzamy. Aby udrożnić przejazd, czasami trzeba było załatwiać jakiś ciągnik od gospodarza, nie było pomocy drogowej jak dzisiaj. Mimo wszystko pomagaliśmy sobie – opowiada Rakowski.

Policjanci obserwują ruch i zastanawiają się, czy powinni wyjąć laserowy miernik prędkości TruCAM, by sprawdzić prędkość przejeżdżających pojazdów.

– Dzisiaj w RD jest łatwiej niż kiedyś. Dysponujemy większą ilością sprzętu wspierającego pracę policjanta. Technologia mocno pomaga w służbie. Proste obecnie sytuacje, takie jak obsługa zdarzeń czy zabezpieczanie pojazdów, kiedyś wymagały wiedzy i kreatywności – kontynuuje asp. szt. Rakowski. – Współczesne radiowozy dają komfort służby ze swoimi systemami wspomagającymi jazdę, urządzeniami do sprawdzania baz danych czy dobrą łącznością. W starych Fiatach było zimno zimą i gorąco latem, czasami nie można było się połączyć przez radiostację. Było też nas znacznie mniej niż obecnie. Ale sam sposób kontroli w zasadzie się nie zmienił przez ponad 50 lat – zatrzymujesz, sprawdzasz, piszesz mandat.

Najważniejszy jest spokój

Zmieniamy miejsce i zatrzymujemy się kilometr dalej. Ruch nieco się zwiększył, dlatego asp. szt. Adam Rakowski mierzy prędkość pojazdów laserowym miernikiem prędkości potrafiącym precyzyjnie określić prędkość konkretnego samochodu i zarejestrować wykroczenie.

– Pamiętam, gdy pomiar prędkości wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj, ale sama zasada była taka sama. Ustawiałem radar na stojaku. W radiowozie był wielki zegar, z którym się łączyłem za pomocą kabla. Gdy pojazd minął punkt pomiaru, na zegarze wychylała się wskazówka, docierając do maksymalnej wartości, np. 80 km/h. Wtedy wiedzieliśmy, z jaką prędkością auto jechało, i kierowca nie miał wątpliwości co do wskazania. Wtedy też nie było ważne, ile mandatów wystawimy. Nie miało znaczenia, czy był jeden, czy pięć.

Kierująca jednego z samochodów przekroczyła dopuszczalną prędkość. Policjant przerywa na chwilę rozmowę, podnosi tarczę i wskazuje miejsce do zatrzymania auta.

– Myślę, że w latach 80. i 90. uczestnicy ruchu bardziej uważali na drodze. Uczono pieszych, jak przechodzić przez jezdnię, na co uważać, kierowcy bardziej skupiali się na prowadzeniu, nie tylko dlatego, że auta nie posiadały systemów wspomagających jazdę, ale dlatego, że rozpraszało ich mniej rzeczy. Teraz wszyscy się spieszą, mimo że są w ciągłym kontakcie. Jest coś, co łączy przeszłość z teraźniejszością – tłumaczenia są nadal podobne. Ktoś spieszy się do szpitala, do pracy, dzieci do szkoły. Albo zdziwieni pytają – dlaczego mnie pan zatrzymał? Zdecydowana większość wymyśla coś, aby uniknąć mandatu, ale część mówi prawdę i policjanci potrafią to rozpoznać.

Asp. szt. Rakowski przedstawił się zatrzymanej kierującej, ale w zasadzie nie musiał, bo gdy podała dokument tożsamości, promieniście się uśmiechnęła.

– Znam pana! – zawołała. – Czytałam artykuły w mediach. Pan jest tym policjantem, który od pięciu dekad jest w drogówce. Wiem, zrobiłam źle, ale cieszę się, że to pan mnie zatrzymał.

Po kontroli pani Małgorzata poprosiła o wspólne zdjęcie i odjechała z uśmiechem.

– Mam taką zasadę, która towarzyszy mi przez wszystkie lata na drodze. Jeśli jesteś uprzejmy wobec kierowcy, to on będzie miły dla ciebie. I to naprawdę działa. Trafiają się różni ludzie. Bywa, że są nerwowi, krzyczą, udowadniają niesłuszność zatrzymania ich do kontroli. Ale gdybym i ja był zdenerwowany, to krzyczelibyśmy na siebie i do niczego by to nie doprowadziło. Spokojnie wysłuchuję kierowcy i pozwalam na to, aby ciśnienie zeszło. Zazwyczaj po chwili się uspokajają i można kontynuować czynności. Nawet jeśli ktoś ewidentnie złamał przepisy, nie ma potrzeby reagować emocjonalnie, skoro i tak zostanie ukarany za swoje wykroczenie – mówi Rakowski.

Kierowcy mają znacznie łatwiejszy dostęp do informacji niż kiedyś. Policjanci zauważają to najbardziej przy obsłudze zdarzeń drogowych. W praktyce każde zdarzenie na drodze różni się od siebie. Policjant uczy się teorii dotyczącej obsługi tych zdarzeń, ale przydaje się też wyobraźnia do odczytania ich przebiegu i niezbędne jest doświadczenie zdobyte w pracy na drodze. Bywają takie zdarzenia, w których uczestniczy więcej pojazdów i po zebraniu relacji kierowców wychodzi na to, że nikt nie jest winny. Policjant musi ustalić, jaka jest prawda i kto jest sprawcą. I jeśli będzie potrzeba, to potem obronić ustalenia w sądzie. W takich i podobnych sytuacjach asp. szt. Rakowski chętnie dzieli się własną praktyką.

Wiele już widziałem

– Mam wrażenie, że wszystko już spotkałem na drodze i wiele widziałem. Niezbyt często trafiają się rzeczy, z którymi nie miałem wcześniej do czynienia. Dlatego jeśli ktoś pyta o moją opinię odnośnie do jakiegokolwiek zdarzenia na drodze, to jestem w stanie pomóc – wyjaśnia policjant.

Gniezno jest miastem, w którym zawsze coś się dzieje. Policjanci ruchu drogowego mają sporo roboty nie tylko związanej z lokalnym ruchem drogowym mieszkańców i turystów, lecz także pilotaże i zabezpieczenia. Podczas każdego z nich asp. szt. Adam Rakowski był w służbie, np. dwukrotnej wizyty papieża w 1979 r. i 1997 r. albo w 2025 r. podczas uroczystego zgromadzenia posłów i senatorów z okazji 1000. rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego. Pierwsza stolica Polski jest też siedzibą prymasa Polski, co również powoduje liczne przejazdy ważnych osób w państwie. Dodatkowo przez Gniezno przebiega droga krajowa szybkiego ruchu.

Adam Rakowski był przy katastrofie autokaru z młodymi turystami w 1984 r. i gdy autobus został uderzony przez pociąg. Pół wieku służby to niezliczona liczba zdarzeń i trudno wszystkie zapamiętać. Niestety głównie te tragiczne utrwalają się w pamięci.

– Pojechaliśmy kiedyś do wypadku. Wartburg z dwójką seniorów uderzył w drzewo. Małżeństwo siedziało w rozbitym aucie, pochyleni w kierunku rozbitej przedniej szyby. Nie ruszali się, nie widać było nawet oddechu. Myśleliśmy, że nie żyją. Podczas wykonywania czynności odchyliliśmy im głowy i oni wtedy złapali oddech. Okazało się, że krtań była uciśnięta. Nie mogli złapać powietrza, ale po odchyleniu głów dostało się ono do płuc i oddech wrócił. Innym razem pociąg uderzył w autobus. Na miejscu znaleźliśmy palec dłoni. Zabraliśmy go i szukaliśmy w szpitalu wśród poszkodowanych osoby bez palca, ale nikomu go nie brakowało. Ta zagadka do dziś pozostała nierozwiązana. Bywały też sytuacje dzisiaj nie do pomyślenia. Zatrzymałem kiedyś samochód osobowy, w którym wieziono pokaźnych rozmiarów maciorę, innym razem wieziono źrebaka w autobusie, bo kaczki czy gęsi były czymś normalnym.

Adam Rakowski długo mógłby wspominać zdarzenia, z którymi spotkał się przez 52 lata służby na drodze. Ma ich tak wiele, być może dlatego, że nigdy nie czekał, aż ktoś wykona za niego pracę. Służąc tak wiele lat, ma poczucie, że musi przekazać swoją wiedzę młodszym.

Nie mogłem inaczej

Po rozliczeniu dzisiejszej służby asp. szt. Rakowski udał się do naczelnika WRD KPP w Gnieźnie sprawdzić, na kiedy zostały zaplanowane kolejne służby, mimo że od dzisiaj za dwa tygodnie będzie emerytem. Tak ma, że zawsze, gdy był potrzebny, przychodził i robił, co trzeba – może o tym świadczyć zaledwie 15 dni zwolnienia lekarskiego przez pięć dekad.

– Nikt nam nie zastąpi Adama i będzie go brakowało. W końcu to skarbnica wiedzy. Ale myślę, że jeszcze długo będzie odbierał telefony od nas i pomagał rozwiązywać zawiłości drogowych zdarzeń – uśmiecha się asp. szt. Marek Sikorski, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego w Gnieźnie.

– Też myślę, że tak będzie. W końcu przepisy w swojej podstawowej formie praktycznie się nie zmieniły – odpowiedział Adam Rakowski.

Naczelnik zna Adama Rakowskiego od 2010 r., a w Gnieźnie jest od 2012 r.

– Adam nauczył mnie prostej zasady. Ruch drogowy obrazują linie równoległe. Wszystko, co je przecina, musi ustąpić. Oczywiście wszelkie regulacje ruchu go organizują, ale jeśli przecinasz czyjś tor jazdy, to musisz ustąpić. Adam nawet nie musi być na miejscu zdarzenia, aby podpowiedzieć rozwiązanie, wystarczy mu opowiedzieć sytuację. Jest wymagający wobec swoich uczniów, ale najpierw sam pokazuje, jak coś powinno się robić właściwie. Dla nas wszystkich jest mentorem. Tak naprawdę nikt z całej gnieźnieńskiej komendy, a nawet wojewódzkiej, nie pamięta czasu, kiedy Adama nie było – przypomina Marek Sikorski.

Asp. szt. Adam Rakowski uczył również zasady, że jeżeli po popełnionym wykroczeniu kierujący nie przyjął mandatu, to był wstyd dla policjanta. Bo wtedy to oznaczało, że funkcjonariusz nie przedstawił swoich argumentów na tyle przejrzyście, aby kierujący nie miał wątpliwości co do zasadności popełnionego wykroczenia. Rakowskiemu nikt nie odmówił mandatu. Zdający służbę tego samego dnia asp. Arkadiusz Marciniak, gdy zobaczył Adama Rakowskiego, rzucił: – Adam wszystko ma w głowie, jest jak chodząca instrukcja.

Ktoś zapytał naszego rozmówcę, dlaczego spędził wszystkie te lata w służbie na ulicy. Ten odpowiedział: – Nie mogłem inaczej. Po to jestem w RD, aby pełnić służbę na ulicy. Ta służba jest moją pasją.

Szybko minęło

20 lutego 2026 r. asp. szt. Adam Rakowski przeszedł na policyjną emeryturę. Z 52 latami służby został niekwestionowanym rekordzistą w liczbie lat spędzonych w patrolach na ulicy. Zapytany o to, jak minął mu ten długi czas pracy w Policji, natychmiast odpowiada: – Szybko, że nawet sobie nie wyobrażam. Gdy już przekroczy się lata pełnej wysługi i zostanie trochę dłużej, wtedy ciężko wybrać ten właściwy moment odejścia na emeryturę. Ale teraz już chyba czas na mnie.

Pani Violetta, od wielu lat zajmująca się sekretariatem Wydziału RD, mówi o panu Adamie: – Zawsze ogolony, ostrzyżony, buty wypastowane, mundur w idealnym stanie. Perfekcjonista, mający szacunek do ludzi i do tego, co robi.

Będzie co robić na emeryturze

Teraz na emeryturze Adam Rakowski w pełni poświęci się rodzinie, wnukom i swojej długoletniej pasji – powożeniu konnemu. Z końmi jest związany od dzieciństwa, od 25 lat ma swoje konie trenowane między innymi do udziałów w amatorskich zawodach w powożeniu. Obecny kasztanowaty koń szlachetnej półkrwi, Portos, razem z powożącym panem Adamem zdobyli wiele nagród. Każdy, kto zna Adama Rakowskiego, wie, że zobaczy go jeszcze wielokrotnie na pokazach bryczek i zawodach w jednej z najstarszych dyscyplin jeździeckich.

Krzysztof Chrzanowski

zdj. autor, z archiwum Adama Rakowskiego

Pracowałem wtedy w RD w Gnieźnie i postanowiłem uwiecznić w drewnie policjanta legendę. Zawsze pełen humoru, charyzmy, pasjonat pracy z wieloletnim doświadczeniem. Bardzo pozytywny człowiek. Uznałem, że będzie idealną osobą do przeniesienia na drewno, i nie myliłem się.

mł. asp. Marcin Niewolski z WK KWP w Poznaniu z siedzibą w Gnieźnie