Strona główna serwisu Gazeta Policyjna

#SuperDzielnicowi są wśród nas

W tym numerze rozmawiamy z mł. asp. Justyna Woronowicz-Marzec z Posterunku Policji w Krynkach KPP w Sokółce. Policjantka zajęła trzecie miejsce w tegorocznym plebiscycie #SuperDzielnicowy.

Głównym celem kampanii społecznej #DzielnicaBEZstrachu realizowanej we współpracy z Telewizją Puls na kanwie serialu kryminalnego „Dzielnica strachu” emitowanego na kanale Puls 2 są przybliżenie społeczeństwu – w lekkiej, ale interesującej konwencji – realiów funkcjonowania Policji, zainteresowanie go problematyką bezpieczeństwa oraz edukowanie w zakresie bezpiecznych postaw i zachowań.

Polska Policja ma bogatą historię istnienia, a stanowisko dzielnicowego wydaje się najbardziej rozpoznawalne przez społeczeństwo. W przedwojennej Policji zakres jego zadań odpowiadał zadaniom posterunkowego. Dzielnicowy to „swój policjant” czy też „policjant z sąsiedztwa”, któremu jesteśmy w stanie zaufać i przekazać wiele cennych uwag dotyczących bezpieczeństwa na poziomie lokalnym. W policjach innych państw funkcjonują podobne stanowiska służące realizacji zbliżonych zadań określanych filozofią community policing. Czy nasi laureaci wpisują się w założenia tej filozofii?

Warto zauważyć, że faktycznie zwycięzcami w plebiscycie okazała się ponad połowa polskich dzielnicowych, ponieważ właśnie tyle nominacji odnotowaliśmy. Po kilku latach obserwacji plebiscytu i jego laureatów można stwierdzić, że o zwycięstwie w znacznej mierze decydują aktywność i osobowość nominowanych dzielnicowych, a bez wątpienia są to ludzie nietuzinkowi – stąd też rozszerzenie formuły samego plebiscytu do TOP 5, ale również pomysł na przybliżenie sylwetek pozostałych laureatów.

Od kiedy pełni Pani służbę w Policji i od kiedy jest dzielnicowym?

Swoją przygodę z Policją rozpoczęłam w marcu 2018 r. w Komendzie Powiatowej Policji w Sokółce – dość klasycznie, bo jak to się mówi – „na ulicy” – trzy lata w ogniwie patrolowo-interwencyjnym, a następnie zostałam przeniesiona do Posterunku Policji w Krynkach, gdzie pełnię służbę do dziś. Tego rodzaju służba to prawdziwa szkoła życia i policyjnego fachu. W lipcu 2022 r. objęłam stanowisko dzielnicowego i tu rzucono mnie na głęboką wodę. Oddano mi pod opiekę jednocześnie dwa rejony służbowe, ale jak widać – nie zawiodłam i podołałam zadaniu (uśmiech).

Jakie jest Pani wcześniejsze doświadczenie zawodowe i skąd pomysł na Policję?

Zawsze kierowała mną chęć działania i udzielania się społecznie, od zawsze ciągnęło mnie do ludzi. Uczestniczyłam w wielu różnego rodzaju inicjatywach, np. byłam wolontariuszką „Szlachetnej Paczki”, od dawna należę do ochotniczej straży pożarnej, jestem honorowym dawcą krwi. W ubiegłym roku otrzymałam nawet Złotą Odznakę Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi. Muszę przyznać, że tradycji mundurowych w mojej rodzinie nie było, ale pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, ktoś powiedział, że będę kiedyś nosić mundur, co mnie rozweseliło. Nie przywiązywałam do tego wagi i jak wielu młodych ludzi nie do końca miałam sprecyzowane oczekiwania co do swojej przyszłości. Na drugim roku studiów na kierunku inżynierii rolno-spożywczej i leśnej zwróciłam uwagę na bilboard promujący służbę w Policji. Nagle pojawiła się myśl, czy nie pójść tą drogą. Poszłam za ciosem i udało mi się wstąpić do Policji. Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ służba w Policji zapewnia mi kontakt z ludźmi, a przede wszystkim pozwala nieść pomoc. Oczywiście zadania dzielnicowego nie wyglądają dokładnie jak w serialach kryminalnych. Jest też masa pracy biurowej związanej z udzielaniem informacji sądom, prokuraturom i wszelkiego rodzaju instytucjom, czy też sporządzaniem innej dokumentacji służbowej. Mogę jednak powiedzieć, że póki co stanowisko dzielnicowego pozwala mi w pełni się realizować. Nie mogę narzekać na rutynę, bo każda kolejna interwencja czy kolejny społeczny problem jest nowy, tak inny, jak różni są ludzie. Wracając do tradycji mundurowych w mojej rodzinie, to mogę się pochwalić, że chyba ją zapoczątkowałam. Starsze rodzeństwo, zarówno brat jak i siostra, też noszą polskie mundury – Straży Granicznej.

Jest już Pani doświadczonym policjantem, przeprowadziła Pani wiele interwencji, rozwiązała wiele problemów. Jakie zdarzenia zapadły Pani szczególnie w pamięci?

Służba w Policji to w znacznej mierze praca u podstaw, rozwiązywanie wielu pozornie błahych problemów. Szybka identyfikacja punktów zapalnych pozwala na podjęcie adekwatnych działań zapobiegających niebezpiecznej eskalacji. Ciąg narastających małych problemów w wielu wypadkach może doprowadzić do ogromnych tragedii, których niestety nie brakuje. Modelowym tego przykładem są konflikty sąsiedzkie, które pod wpływem emocji mogą skutkować poważnymi przestępstwami przeciwko zdrowiu i życiu. Podobnie jest ze zjawiskiem przemocy domowej, która często ma wymiar wieloaspektowy. Te zjawiska wyjątkowo mocno pobudzają moją wrażliwość, szczególnie gdy ofiarami są dzieci lub osoby nieporadne. Działania sprawcy są rozciągnięte w czasie, wyrachowane, często bezwzględne i brutalne, a jednocześnie zmieniają psychikę samych pokrzywdzonych, którzy wręcz usprawiedliwiają swoich oprawców. Nie może być przyzwolenia na takie zachowania i bierność instytucji, ale przede wszystkim otoczenia, które powinno bezwzględnie sygnalizować o każdym takim przypadku. Działania w tym obszarze, nie tylko dowodowe, są bardzo złożone i wymagają współdziałania wielu instytucji w ramach procedury „Niebieskiej karty”. Zjawisko to niestety nie omija Podlasia i mieszkańców mojego rejonu służbowego. W pamięci utkwił mi szczególnie przypadek pewnej starszej kobiety. Jeden z jej synów przebywający za granicą, zaniepokojony brakiem możliwości kontaktu z matką, poprosił o sprawdzenie jej sytuacji. Niestety jego podejrzenia okazały się uzasadnione. Samo dotarcie do pomieszczeń zajmowanych przez pokrzywdzoną wymagało nietypowych działań, a widok warunków, w jakich mieszkała, był przerażający i świadczył o stosowaniu wobec niej brutalnej i długotrwałej przemocy fizycznej. Oczywiście podjęłam skuteczne działania izolacyjne wobec sprawcy, ale jednocześnie okazało się, że ta staruszka nie ma rodziny, która mogłaby przejąć nad nią opiekę. Wraz z pracownikami pomocy społecznej przejęłam to zadanie do czasu przybycia syna. Po dłuższym czasie te osoby mnie odwiedziły. Uścisk i podziękowania tej kobiety naprawdę wynagrodziły trud opieki nad nią. Najważniejsze było to, że zrozumiała, że to, na co niejako przyzwoliła, było złe i niedopuszczalne. Empatia i wrażliwość na ludzką krzywdę są niezwykle potrzebne w naszej służbie. Gdy jest taka potrzeba, potrafię oczywiście w sposób zdecydowany użyć środków przymusu bezpośredniego, nałożyć mandat karny, czy też zatrzymać sprawców różnych zdarzeń (uśmiech).

Służba w Policji jest bardzo angażująca. Jest tu jeszcze czas na relaks?

Jestem osobą bardzo aktywną zarówno prywatnie, jak i zawodowo, wolnego czasu mam stosunkowo niewiele. Latem ukończyłam szkolenie aspiranckie, a jednocześnie studiuję bezpieczeństwo wewnętrzne na drugim roku w Akademii Policji w Szczytnie. Wciąż jestem czynnym strażakiem ochotnikiem, a nasza żeńska drużyna OSP w tym roku zwyciężyła w zawodach powiatowych, w związku z czym w przyszłym będziemy rywalizować na poziomie wojewódzkim. Staram się być aktywna fizycznie – biegam, jeżdżę na rowerze, organizuję marszobiegi i uczestniczę w nich, lubię zajmować się ogrodem i dwoma psami, a nawet piszę wiersze i opowiadania, ale póki co do szuflady (uśmiech).

Jako jedyna już dwukrotnie znalazła się Pani w ścisłej czołówce plebiscytu.

Nominacje zgłaszają mieszkańcy, ale z mojego doświadczenia wynika, że jednak trzeba wykazać własną inicjatywę. Przyznam, że mimo mojego optymizmu nie wierzyłam, że policjant z tak niewielkiej miejscowości, jaką są Krynki, może zostać zauważony w kraju. W pierwszym roku do aktywnego udziału zachęcił mnie komendant powiatowy Policji w Sokółce, a w drugim już sami mieszkańcy.

Co zatem zdecydowało, że zwyciężyła Pani w regionie i zdobyła ponownie tak wysoką lokatę?

Przyznam, że za pierwszym razem efekt był dla mnie ogromnym zaskoczeniem, podobnie jak zaskoczeniem był on dla moich mieszkańców, którzy byli wręcz bardzo dumni, że nasza lokalna społeczność została dostrzeżona. W mniejszych miejscowościach wszyscy się znamy i lubimy, żyjemy jak wielka rodzina. Nie mieszkam, co prawda, w samym swoim rejonie służbowym, ale w niewielkiej odległości od niego, trudno więc mówić o anonimowości. Myślę, że kluczowe były dobre relacje z mieszkańcami i zaufanie, jakim mnie obdarzyli. W kolejnej edycji ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, że zdobyłam ponownie trzecią lokatę, mimo że liczba oddanych głosów w kraju była zdecydowanie wyższa od poprzedniej edycji, a mieszkańców przecież nie przybyło. Świadczy to o mobilizacji moich podopiecznych, którzy sami dopytywali mnie o możliwość udziału w plebiscycie. Oczywiście wykorzystałam dostarczone materiały informacyj i zabiegałam o głosy mieszkańców.

Jak ocenia Pani kampanię i sam plebiscyt, czy jest on potrzebny?

Myślę, że jest to bardzo ciekawa i potrzebna inicjatywa, jak widać – możliwa do realizacji nawet w małych miejscowościach. Pozwala jeszcze bardziej zbliżyć się Policji do społeczeństwa i zaktywizować lokalną społeczność. Plebiscyt wzbudził bardzo duże zainteresowanie, na bieżąco byłam dopytywana o postępy głosowania i termin wskazania laureatów. Mieszkańcy Krynek i ja odbieramy zajęcie tak wysokiego miejsca jako wspólny sukces, który pozwolił na zaistnienie miejscowości, ale i powiatu sokólskiego na forum ogólnokrajowym.

Czy i co by Pani zmieniła w formule #SuperDzielnicowego?

Plebiscyt jest przedsięwzięciem ogólnokrajowym, więc formuła musi być uniwersalna. Wydaje się, że trudno zaproponować jakieś zmiany. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że się sprawdza w tej postaci. Zapewne potrzebne są aktywność i promocja nominowanych dzielnicowych, ale to musi być w znacznej mierze ich inicjatywa, którą – być może – wzmocniłaby jeszcze większa liczba materiałów informacyjnych, tj. wszelkiego rodzaju plakatów i ulotek, które mogą personalizować już poszczególni dzielnicowi. Gale finałowe są bardzo ciekawe, a przede wszystkim jednoczą lokalne społeczności i są dla nich dużym wydarzeniem. Wydaje mi się, że właściwe jest już na poziomie regionalnym i lokalnym prezentowanie szerszej grupy laureatów i ich osiągnięć zawodowych. Dodam, że jako laureaci pozostajemy w prywatnych kontaktach, co pozwala nam dzielić się spostrzeżeniami.

Jakie cele Pani zdaniem udało się osiągnąć dzięki kampanii #DzielnicaBEZstrachu?

Kampania pozwala na jeszcze lepsze poznanie swoich dzielnicowych, uwarunkowań funkcjonowania całej formacji policyjnej i zainteresowania się problematyką bezpieczeństwa, która nie pozostaje w wyłącznej gestii Policji, ale także innych instytucji. Pozwala również na uświadomienie, że bardzo duży wpływ na poziom bezpieczeństwa mają sami mieszkańcy i ich postępowanie w określonych sytuacjach. Bardzo istotna jest aktywizacja samych dzielnicowych, którzy muszą docierać do mieszkańców i w bezpośredni sposób pokazać, że dzielnicowy to człowiek, do którego można bez obaw przyjść i porozmawiać o swoich problemach. Mimo że miasto i gmina Krynki to stosunkowo mała społeczność licząca kilka tysięcy mieszkańców, to plebiscyt pozwolił na jeszcze większe zbliżenie do mieszkańców i poznanie ich oczekiwań.

Jak zareagowali mieszkańcy na Pani sukces?

Plebiscyt był dużym wydarzeniem w moim regionie i mieszkańcy byli dumni, że ponownie Krynki zaistniały na forum krajowym.  Spotkałam się z ogromną przychylnością i wyrazami sympatii, kiedy dziękowałam za oddane głosy. Widziałam w ich oczach satysfakcję, ale i pewien niedosyt, że jednak nie było to pierwsze miejsce, co wiązałoby się z organizacją uroczystej gali finałowej, która pozwalałaby na ich udział w tym wydarzeniu.

Tu zakończymy naszą rozmowę. Ostatnie zdanie należy do Pani.

Korzystając z okazji, chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy mnie nominowali i oddali na mnie swój głos. Przyznam, że udział w plebiscycie i galach finałowych był dla mnie dużym przeżyciem i wyzwaniem. To, co robię, daje mi satysfakcję, ale przede wszystkim jest dostrzegane przez mieszkańców, którzy sami chcą nawiązać kontakt. Pozdrawiam wszystkich współpracowników i przełożonych, wszystkich, którzy mnie wspierali.

Dziękuję za rozmowę.

mł. insp. ARKADIUSZ KOPCZYŃSKI

radca Wydziału Prewencji Biura Prewencji KGP

zdj. z archiwum policjantki