Rodzinne tragedie słychać przez ściany miejskich bloków i u sąsiadów za płotem. Widać je też, bywa, że w sińcach na nogach, ale najprędzej w oczach. Trzeba tylko umieć patrzeć. I chcieć zobaczyć. Bohaterowie tego tekstu, policjanci zgłoszeni do konkursu Niebieskiej Linii, zobaczyli. I pomagają.

+

Gdyby nie łaskawość wojska, sekcji LOK, bractw kurkowych, kół myśliwskich czy nawet zakładów pracy i szkół, większość policjantów mogłaby doskonalić swoje umiejętności strzeleckie jedynie „na sucho”, w treningu bezstrzałowym, a na strzelnicę trafiałaby chyba jedynie przy okazji wizyty w wesołym miasteczku.

+

Sprawa sierż. Mirosława P., bohatera artykułu „Zabójcza dyscyplina” z maja tego roku, ma dalszy ciąg. Postawiono mu kolejne zarzuty, postępowania były zawieszone i odwieszone, a policjanta skierowano na komisję lekarską. We wrześniu odwołał się od jej orzeczenia.

+

Był to jeden z kuriozalnych peerelowskich procesów pokazowych. Oskarżeni zostali skazani za nieumyślne spowodowanie śmierci konsumenta, bicie klientów i matactwo. Nie chodziło jednak o sprawiedliwość, a o uderzenie w prywatną gastronomię, która korzystnie, a zatem niestosownie, wyróżniała się na tle państwowych lokali.

+

Komputery, drukarki i aparaty cyfrowe w każdym radiowozie. Zamiast długopisów i pliku formularzy do wypełnienia podczas obsługi zdarzeń drogowych poręczny, kilkunastocalowy tablet, czyli coś w rodzaju przenośnego elektronicznego notesu z dotykowym ekranem i własną pamięcią.

+