W tym numerze rozmawiamy z sierż. Marcinem Drewniokiem z Komendy Miejskiej Policji w Siemianowicach Śląskich, który zdobył trzecie miejsce w tegorocznym plebiscycie #SuperDzielnicowy.
Wiem, że w ostatnim czasie zaszło wiele zmian w Pana życiu zawodowym. Od kiedy pełni Pan służbę w Policji i od kiedy jest Pan dzielnicowym?
Mimo swojego wieku jestem policjantem o bardzo młodym stażu, ponieważ do służby wstąpiłem w maju 2023 r. Dzielnicowym jestem od niedawna – oficjalne mianowanie otrzymałem 1 września tego roku, choć już wcześniej pełniłem obowiązki na tym stanowisku. W moim życiu zawodowym, zwłaszcza po plebiscycie #SuperDzielnicowy, zaszło wiele dynamicznych zmian. Ukończyłem kurs podoficerski, awansowałem na stopień sierżanta oraz zostałem oficjalnie mianowany na stanowisko dzielnicowego. Służbę rozpoczynałem w Oddziale Prewencji Policji w Katowicach w kompanii wzmocnienia. W listopadzie 2025 r. z przyczyn rodzinnych przeniosłem się do Komendy Miejskiej Policji w Siemianowicach Śląskich, gdzie realizowałem zadania o charakterze patrolowo-interwencyjnym.
Z początkiem kolejnego roku zaproponowano mi objęcie rejonu i stanowiska dzielnicowego.
Czy posiada Pan wcześniejsze doświadczenie zawodowe i skąd wziął się pomysł na pracę w Policji oraz na stanowisku dzielnicowego?
Do Policji wstąpiłem jako dojrzały człowiek, dlatego mam wcześniejsze, dość niestereotypowe doświadczenia zawodowe. Z wykształcenia jestem technikiem organizacji usług gastronomicznych. Pracowałem w zawodzie osiem lat – przez pięć lat jako menadżer restauracji, a później jako menadżer w dużym zakładzie piekarniczym. Z bezpieczeństwem miałem do czynienia wcześniej, ponieważ przez trzy lata wykonywałem obowiązki kwalifikowanego pracownika ochrony w grupie interwencyjnej. Zdobyłem też doświadczenie za granicą, gdzie przez blisko rok byłem pomocnikiem lakiernika samochodowego.
W mojej rodzinie nie było tradycji mundurowych – to typowo śląska rodzina górniczo-hutnicza. Ja jednak ciągnąłem w stronę munduru: zgłosiłem się ochotniczo do służby wojskowej, odbyłem szkolenie artyleryjskie i w latach 2016–2019 pozostawałem w aktywnej rezerwie. Wcześniej zrobiłem prawo jazdy kat. C. Później uzyskałem również uprawnienia instruktora strzelectwa sportowego i bojowego LOK – bardzo lubię strzelać i sam posiadam kilka jednostek broni. Ukończyłem też kurs kwalifikowany pierwszej pomocy (KPP).
Początkowo nie myślałem o służbie w Policji, mimo że w rodzinie żony jest kilku policjantów. Do wstąpienia w szeregi formacji namówiła mnie żona, a ostateczną decyzję podjąłem po rozmowie z Marcinem – moim dzielnicowym, z którym obecnie pełnię służbę! Zauważyłem wtedy, że policjant może być uśmiechnięty i bardzo pozytywny. Praca dzielnicowego spodobała mi się, ponieważ zapewnia stały kontakt z ludźmi i daje możliwość niesienia realnej pomocy. Dodam, że pełnię służbę w bardzo fajnym i zgranym zespole, w którym koledzy są bardzo pomocni.
Jakiego rodzaju interwencje budzą w Panu szczególne emocje i którą z nich zapamiętał Pan najbardziej?
Myślę, że nie będę tu wyjątkiem. Zdecydowanie najtrudniejsze są interwencje z udziałem dzieci, gdy często musimy uczestniczyć w ich odbieraniu. Trudno to sobie wyobrazić, ale w XXI wieku zdarzają się sytuacje, w którym dzieci nie mają nic do jedzenia i żyją w fatalnych warunkach, a niejednokrotnie dochodzi do tego stosowanie przemocy. Te dzieci często nie mają świadomości, że rodzice postępują niewłaściwie, i są dla nich wzorcem.
Nie uczestniczyłem w spektakularnych wydarzeniach, którymi mógłbym się publicznie podzielić, choć pełniłem służbę na granicy polsko-białoruskiej i ukraińskiej. Być może służba w Policji zmienia perspektywę i to, co dla mnie jest oczywiste i rutynowe, dla przeciętnego człowieka stanowi duże przeżycie. Takim przykładem było dla mnie rutynowe – jak się wydawało – zatrzymanie nietrzeźwego kierowcy. Jadąc prywatnym samochodem z żoną, zauważyliśmy podejrzanie poruszający się pojazd. Powiadomiłem telefonicznie dyżurnego, a kiedy kierujący zjechał na MOP, zablokowałem mu wyjazd i odebrałem kluczyki. Okazało się, że kierowca miał ponad trzy promile i pił nawet w trakcie jazdy. Dla mnie była to zwykła – choć podjęta poza służbą – interwencja, natomiast żona była bardzo rozemocjonowana i twierdziła, że to akcja niczym z filmu.
Nie samą służbą człowiek żyje – w jaki sposób Pan się relaksuje?
To zabrzmi może dziwnie, ale na tym etapie służba sprawia mi frajdę i chętnie do niej idę. Czasu mam niewiele, bo jestem ojcem dwójki małych dzieci. Staram się być aktywny – w miarę możliwości czas poświęcam pasji strzeleckiej, lubię majsterkować w domu i ogrodzie, pograć na konsoli, a ostatnio relaksuje mnie eksploracja okolicy na hulajnodze. Udzielam się również charytatywnie.
Skąd pomysł na udział w plebiscycie i co w Pana ocenie zdecydowało o tym sukcesie?
O samym plebiscycie dowiedziałem się ze stron internetowych oraz od przełożonych. Trudno mówić o jakimś konkretnym pomyśle na udział w tym wydarzeniu – to raczej znajomi i mieszkańcy zaczęli mnie informować, że na mnie głosują. Chcieli też dowiedzieć się czegoś więcej o samym przedsięwzięciu oraz o mojej służbie w Policji. Wtedy opublikowałem informację na swoim profilu na Facebooku, którego na co dzień używam do działalności charytatywnej. Wiem, że niektórzy oddawali na mnie głos regularnie. Nie ukrywam, byłem mocno zaskoczony, że zająłem tak wysoką pozycję. W mojej ocenie zdecydował o tym fakt, że jestem znany w swoim mieście, gdzie pełnię służbę. Od kilku lat udzielam się charytatywnie w stowarzyszeniu „Ja jadę – Ty pomagasz”, w którym jestem członkiem zarządu i ambasadorem. Celem stowarzyszenia jest gromadzenie środków niezbędnych na leczenie. Każdorazowo wybierana jest osoba, na rzecz której prowadzona jest zbiórka. Głównym wydarzeniem jest wyprawa rowerowa przez różne kraje świata, podczas której gromadzimy fundusze. Pieniądze zbieramy również przez licytacje przedmiotów pochodzących od darczyńców. Nie gardzimy również takimi „skarbami” jak butelki zwrotne czy złom, w czym bardzo pomaga mi jazda na hulajnodze (śmiech). Mogę potwierdzić słowa innych, że o sukcesie może zdecydowało to, że lubię swoją pracę i kocham pomagać.
Jak ocenia Pan kampanię oraz sam plebiscyt, którego został Pan laureatem? Czy uważa Pan, że takie inicjatywy są potrzebne?
Zdecydowanie uważam, że zarówno kampania, jak i plebiscyt są niezwykle potrzebne – szczególnie w obecnych czasach, gdy media często przedstawiają Policję jako instytucję bardzo zamkniętą, a samych policjantów jako służbistów. Plebiscyt pozwala na pokazanie prawdziwej twarzy Policji i policjantów. Muszę przyznać, że nawet w mniejszych miastach trudno jest zainteresować społeczeństwo problematyką bezpieczeństwa. Jednak przy bezpośrednim kontakcie okazuje się, że ludzie są mile zaskoczeni i chcą rozmawiać. W moim przypadku kampania pomogła w przyjazny sposób zintegrować środowisko lokalne. Naturalnym krokiem wydaje się więc wykorzystanie nowoczesnych środków przekazu, takich jak telewizja czy media społecznościowe.
Jaka była reakcja otoczenia na Pana zwycięstwo?
Podobnie jak inni laureaci, już w trakcie plebiscytu spotykałem się z bardzo sympatycznymi gestami wsparcia. Osobiście byłem bardzo zaskoczony – podobnie jak moi koledzy z pracy. Przełożeni nie kryli dumy z promocji naszej komendy. Wielu mieszkańców gratulowało mi, twierdząc, że wcale nie są zdziwieni takim wynikiem, i przyznawało, że sami oddali na mnie głos. Spotkałem się również z dużym zainteresowaniem ze strony lokalnych mediów – nigdy wcześniej nie widziałem tylu swoich zdjęć i wzmianek w prasie czy Internecie.
Korzystając z okazji, chciałbym raz jeszcze serdecznie podziękować wszystkim, którzy mnie nominowali i oddali na mnie swój głos. To dla mnie wyjątkowo miłe wyróżnienie, ale i ogromne zobowiązanie.
Dziękuję za rozmowę
mł. insp. Arkadiusz Kopczyński
radca Wydziału Prewencji Biura Prewencji KGP