Strona główna serwisu Gazeta Policyjna

#SuperDzielnicowi są wśród nas

Głównym celem kampanii społecznej #DzielnicaBEZstrachu realizowanej we współpracy z Telewizją Puls na kanwie serialu kryminalnego „Dzielnica strachu” emitowanego na kanale Puls 2 są przybliżenie społeczeństwu – w lekkiej, ale interesującej konwencji – realiów funkcjonowania Policji, zainteresowanie go problematyką bezpieczeństwa oraz edukowanie w zakresie bezpiecznych postaw i zachowań.

W tym numerze rozmawiamy z mł. asp. Grzegorzem Rutyna z Komendy Rejonowej Warszawa IV (dzielnice Wola i Bemowo). W 2025 r. policjant zajął IV miejsce w plebiscycie #SuperDzielnicowy.

Warto zauważyć, że faktycznie zwycięzcami w plebiscycie okazała się ponad połowa polskich dzielnicowych, ponieważ tyle właśnie nominacji odnotowano. Po kilku latach obserwacji plebiscytu i jego laureatów można stwierdzić, że o zwycięstwie w znacznej mierze decydują aktywność i osobowość nominowanych dzielnicowych, a bez wątpienia są to ludzie nietuzinkowi – stąd też rozszerzenie formuły samego plebiscytu do TOP 5, ale również pomysł na przybliżenie sylwetek pozostałych laureatów.

Od kiedy pełni Pan służbę w Policji i od kiedy jest dzielnicowym?

Posiadam już doświadczenie zawodowe – albowiem służbę w Policji rozpocząłem pod koniec grudnia 2015 r. jako policjant Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego KRP Warszawa IV. Przez ponad sześć lat służby na tym stanowisku miałem okazję przeprowadzić naprawdę wiele różnorakich interwencji i poznać specyfikę Warszawy. Dzielnicowym zostałem w kwietniu 2022 r., więc mogę powiedzieć, że posiadam też doświadczenie na tym stanowisku.

Czym zajmował się Pan wcześniej? Skąd wziął się pomysł na to, żeby zostać policjantem?

Nie mam tradycji mundurowych w rodzinie, ale jak każde dziecko marzyłem o jakiejś służbie mundurowej, brałem nawet udział w różnego rodzaju konkursach o bezpieczeństwie. Wybrałem jednak zupełnie inną drogę zawodową. Z wykształcenia jestem inżynierem logistyki transportu, zaś po studiach pracowałem jako operator frezarek sterowanych numerycznie. Powrót do marzeń z dzieciństwa i pomysł na wstąpienie do Policji powróciły pod wpływem kolegi, który podjął taką decyzję. Poza tym chciałem też poznać życie wielkiego miasta i mój wybór padł na Warszawę. Pochodzę z Lubelszczyzny, z okolic Kazimierza Dolnego. Miałem czas na przemyślenie tak radykalnej zmiany życiowej, ponieważ wtedy sama procedura doboru trwała ponad rok. Po ponad dziesięciu latach mogę stwierdzić, że była to słuszna decyzja, której nie żałuję. Służba w Policji ma zupełnie inny charakter niż zawód techniczny – zapewnia kontakt z ludźmi, możliwość aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym, pomagania innym. Dodam, że chęć pomocy była we mnie zawsze i przybiera różne formy.

Jestem dawcą krwi i posiadam już srebrną odznakę „Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi”. Stanowisko dzielnicowego wydaje mi się naturalną ścieżką rozwoju zawodowego i pozwala w wielu przypadkach odczuwać satysfakcję, szczególnie wtedy, kiedy udaje się komuś skutecznie pomóc, rozwiązać problem. Choć muszę przyznać, że jest też masa roboty papierkowej. Sama Warszawa na pewno jest miastem specyficznym, w którym wielu ludzi żyje w pędzie, które przyciąga dużo ludzi z kraju, ale i obcokrajowców ze wszystkich stron świata. Mój rejon służbowy też jest dość specyficzny, ponieważ składa się praktycznie z nowych osiedli, gdzie występuje znaczna rotacja mieszkańców, wielu z nich tylko wynajmuje mieszkania. Mieszkańcy też są stosunkowo młodymi ludźmi, a więc żyjącymi intensywnie. Znaczna anonimowość sprawia, że sąsiedzi praktycznie się nie znają, co z punktu widzenia zadań dzielnicowego wydaje się wyzwaniem, ale muszę przyznać, że mieszkańcy w razie potrzeby są otwarci na kontakt z Policją.

Za Panem dekada w mundurze. Jakie zdarzenia zapadły Panu szczególnie w pamięci?

Dzielnica, w której pełnię służbę, jest dość specyficzna, występują w niej duża anonimowość i rotacja mieszkańców, teren jest monitorowany, społeczność w znacznej mierze jest mało zainteresowana organizowanymi spotkaniami, kontaktu oczekują raczej administratorzy budynków czy też osiedli, którzy są otwarci na współpracę. Dominująca liczba zgłoszeń dotyczy niewłaściwego parkowania, niewłaściwego postępowania z psami czy też zakłóceń ciszy nocnej. Niestety pojawia się również zjawisko przemocy w rodzinie, prowadzę kilkanaście „Niebieskich Kart”. Szczególnie dotyka mnie, kiedy ofiarami są bezbronne dzieci. Drugim problemem, a jednocześnie wyzwaniem dzisiejszych czasów, są samobójstwa, które w dużych miastach występują w znacznie większej skali. Wynika to właśnie z tempa życia, ukierunkowania na sukces, w znacznej mierze alienacji i faktycznej samotności.

Jeden taki przypadek sprzed kilku lat zapadł mi szczególnie w pamięci. Młody mężczyzna usiłował popełnić samobójstwo przez skok z okna. Cała akcja trwała dość długo, wymagała dużego zaangażowania służb i sprzętu. W początkowej fazie prowadziliśmy negocjacje z balkonu sąsiadującego mieszkania, mężczyzna zgodził się na kontakt ze wskazaną mu bliską osobą, zaś w momencie otwarcia drzwi został obezwładniony i przekazany pod specjalistyczną opiekę medyczną. Niestety nie zawsze takie zdarzenia kończą się sukcesem. Zawsze pozostaje pytanie, dlaczego człowiek zdecydował się na taki krok, czy otoczenie nie powinno wcześniej zareagować?

Nie samą służbą człowiek żyje. Jak Pan spędza czas wolny od pracy?

Zawsze starałem się być aktywny. Moją pasją są wędrówki górskie, ale niestety wymagają czasu, którego wciąż mi brakuje. Jestem ojcem dwóch synów w wieku 6 lat i 9 miesięcy, z którymi staram się spędzać jak najwięcej czasu, jednocześnie odciążając żonę. Pozostają mi więc wycieczki rowerowe i spacery. Interesuję się motoryzacją, był nawet pomysł na motocykl, jednak musi on w tej sytuacji jeszcze troszkę poczekać.

Skąd pomysł na udział w plebiscycie #SuperDzielnicowy i co według Pana zdecydowało o uzyskaniu tak znaczącej liczby głosów?

W 2024 r. miałem okazję uczestniczyć w gali finałowej plebiscytu #SuperDzielnicowy, która odbyła się w warszawskim kinie Muranów. Bardzo podobały mi się sama gala i pomysł na plebiscyt. Wtedy nie przypuszczałem jeszcze, że wezmę w nim udział, a tym bardziej że osiągnę tak wysoką pozycję. Nominacji dokonują oczywiście mieszkańcy, a w moim rejonie mieszka ich około 10 tys. O plebiscycie informowałem podczas obchodu, wykorzystałem również otrzymane plakaty i ulotki. W moim rejonie jest stosunkowo mało szkół i instytucji, ale aktywni są administratorzy budynków i osiedli. Od nich otrzymałem duże wsparcie. Jestem przekonany, że w znacznej mierze efekt zależy od aktywności własnej dzielnicowego, bo laureatami zostali dzielnicowi z bardzo różnych miejscowości w kraju.

Jak Pan ocenia kampanię i samą ideę plebiscytu?

Ocena jest zdecydowanie pozytywna. Plebiscyt pozwala zbliżyć Policję do społeczeństwa nawet w tak specyficznym rejonie służbowym jak mój. Pokazuje, że policjanci, w tym przypadku dzielnicowi, to zwykli ludzie, z którymi można swobodnie porozmawiać i uzyskać pomoc czy informację. Plebiscyt wzbudził duże zainteresowanie, na bieżąco byłem dopytywany szczególnie właśnie przez administratorów osiedli o postępy głosowania i termin wskazania laureatów.

Czy jest coś, co można by zmienić, żeby formuła #SuperDzielnicowego była jeszcze bardziej atrakcyjna?

Obecna formuła plebiscytu wydaje się uniwersalna i nie wymaga zmian. Trzeba pamiętać, że jest to ogólnokrajowe przedsięwzięcie, więc jego formuła musi przystawać do każdych warunków – czy aglomeracji, czy też małej osady. Mogę powiedzieć, że w moim przypadku się sprawdziła, jednak trzeba się wykazać aktywnością i wyjść do społeczeństwa. Gale finałowe są zwieńczeniem plebiscytu i jednoczą lokalne społeczności, są dużymi wydarzeniami. Udział w gali w towarzystwie aktorów z serialu Telewizji Puls „Dzielnica strachu” i kilkusetosobowej publiczności był dla mnie dużym wyróżnieniem i przeżyciem, a muszę dodać, że niewiele brakowało, a nie uczestniczyłbym w niej! W noc przed galą musiałem skorzystać z nocnej pomocy medycznej, ale mimo przeciwności wziąłem w niej udział i mimo tremy czułem ogromną satysfakcję.

Jak na Pana sukces zareagowali mieszkańcy, koledzy, przełożeni?

Muszę przyznać, że większość mieszkańców nie wiedziała o mojej nominacji i wyniku, a zajęcie 4. miejsca spośród ponad 3,5 tysiąca nominowanych dzielnicowych znaczy dla mnie wiele. Już po gali odbierałem gratulacje, ale część przedstawicieli instytucji czy administratorów miała nawet lekki żal, że nie dotarłem do nich z informacją o plebiscycie, bo na pewno okazaliby mi wsparcie. Z jednej strony muszę przyznać, że trudno jest dotrzeć bezpośrednio do wszystkich spośród 10 tys. mieszkańców, z drugiej zaś – widać, że jest jeszcze duży potencjał do zagospodarowania (śmiech). Sama nominacja, podobnie jak ostateczny wynik, była dla mnie dużym zaskoczeniem, podobnie jak dla kolegów z pracy i przełożonych. Odebrałem gratulacje, a przełożeni byli dumni, że mogłem godnie zaprezentować jednostkę.

Czy teraz jest łatwiej pełnić służbę? A może w tej materii niewiele się zmieniło?

Mimo specyfiki rejonu, w którym pełnię służbę, sądzę, że stałem się bardziej rozpoznawalny i część mieszkańców nawiązała ze mną bliższe relacje. Dużo większy wpływ wywarło to na przedstawicieli instytucji, z którymi współpracuję, czy też administratorów różnego rodzaju obiektów, bo faktycznie z nimi mam największy kontakt. Bez wątpienia wydarzenie korzystnie wpływa na wizerunek całej formacji, a więc i moją pracę. Udział w plebiscycie i galach finałowych, szczególnie tej ostatniej, w której aktywnie uczestniczyłem, był dla mnie dużym przeżyciem i utwierdziłem się w przekonaniu, że to, co robię, jest ważne i daje mi satysfakcję.

Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy mnie nominowali, wspierali i oddali na mnie swój głos. Pozdrawiam wszystkich współpracowników i przełożonych. Zachęcam wszystkich dzielnicowych, aby aktywnie wzięli udział w kolejnej edycji plebiscytu, ponieważ warto!

mł. insp. ARKADIUSZ KOPCZYŃSKI

radca Wydziału Prewencji Biura Prewencji KGP

zdj. archiwum policjanta