Lipcowe wydanie „Policji 997” jest wyjątkowe – setne.

Dlatego ma dwie okładki, w tym jubileuszową, i zwiększony nakład wersji papierowej. Z okazji jubileuszu przygotowaliśmy dla naszych czytelników dwa konkursy: test wiedzy i konkurs literacki. Zapraszamy do udziału w obu. Do zdobycia książki i miejsce na naszych łamach.

Co wiesz o „Policji 997”?

Konkurs dla uważnych czytelników

Pytania:

1. Kiedy ukazał się pierwszy numer miesięcznika „Policja 997”? Podaj miesiąc i rok.
2. Podaj tematykę przynajmniej trzech artykułów z pierwszego numeru „Policji 997”.
3. Wymień kolejnych redaktorów naczelnych miesięcznika „Policja 997”.
4. Wymień tytuły przynajmniej trzech stałych działów miesięcznika.
5. Jaki tytuł nosił cykl artykułów o policjantach, którzy uratowali różne osoby?
6. Jaki jest tytuł stałego działu, w którym publikowane są artykuły przedstawiające przed i powojenne
wydarzenia kryminalne?
7. Wymień przynajmniej dwa takie (patrz pkt 6.) wydarzenia przedstawione na naszych łamach.
8. Który znany satyryk był autorem felietonów publikowanych na ostatniej stronie miesięcznika w 2010 roku?
9. Jakiej problematyki dotyczył artykuł „Korona za gliniarza”?
10. Kto był autorem serii artykułów dotyczących zmian w umundurowaniu policjantów?
11. Wymień nazwisko przynajmniej jednego projektanta mody uczestniczącego w pracach nad nowym
wzorem umundurowania.
12. W marcu 2013 roku „Policja 997” donosiła: „Trudno dziś precyzyjnie ustalić, kiedy rozpoczęła służbę, prawdopodobnie w latach 60. ubiegłego stulecia. Przeszła wiele przeobrażeń, w tym informatyzację i nadanie w 1998 roku nazwy, którą dziś zna każdy policjant”. O kim/czym mowa?
13. Jaki tytuł nosi wywiad z komendantem głównym Policji opublikowany w lutym tego roku?
14. Jakich autorów kryminałów i powieści sensacyjnych gościliśmy na łamach „Policji 997”? (wymień
co najmniej trzy osoby).
15. Wywiady z jakimi aktorami znalazły się w „Policji 997”? Podaj nazwiska co najmniej trzech osób.
16. Jakich tematów dotyczyły okładki miesięcznika w lutym oraz listopadzie 2008 roku?
17. Jak ma na imię najmłodszy starszy aspirant – jeden z okładkowych bohaterów „Policji 997”?
18. Podaj motto „Policji 997” zamieszczone na naszej stronie internetowej.
19. Podaj przynajmniej trzy nazwiska znanych ekspertów (prawników, psychologów, historyków itp.), którzy udzielali wywiadów naszemu miesięcznikowi.
20. Kto najczęściej popularyzuje policyjny sport na naszych łamach? Podaj nazwisko dziennikarza.
21. Wymień przynajmniej trzy nazwiska policyjnych sportowców przedstawianych na naszych łamach.
22. Wymień przynajmniej trzy jednostki Policji, których warunki lokalowe opisywaliśmy.
23. Podaj nazwisko autora serii artykułów na temat policyjnego ceremoniału oraz savoir-vivre’u.
24. Na której ze stu okładek „Policji 997” zabrakło cyfry oznaczającej numer edycji?
25. Kiedy ukaże się 150. numer „Policji 997”? Podaj rok i miesiąc.

Warunki konkursu

1. Konkurs składa się z 25 pytań. Za każdą poprawną odpowiedź uczestnik otrzymuje jeden punkt.

2. Zwycięzcami konkursu zostaną uczestnicy, którzy otrzymają następującą liczbę punktów:
• 25 punktów (wszystkie odpowiedzi poprawne) – I miejsce
• 22–24 punkty – II miejsce
• 20–21 punktów – III miejsce.

3. Odpowiedzi na pytania konkursowe należy nadesłać na adres e mail: gazeta.listy@policja.gov.pl, pod hasłem „Konkurs dla uważnych”, do 10 września 2013 r. Odpowiedzi nadesłane po tym terminie nie będą rozpatrywane.

4. Nagrodzonych zostanie po pięć osób wylosowanych spośród laureatów w każdym z trzech przedziałów punktowych wymienionych w pkt 2.

5. Zwycięzcy otrzymają nagrody:
• I miejsce – książka oraz roczna bezpłatna prenumerata miesięcznika
• II i III miejsce – nagrody książkowe.

6. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w numerze 10. (103/2013) „Policji 997”, czyli w październiku 2013 r.

7. Nadesłanie odpowiedzi oznacza, że w razie wygranej czytelnik wyraża zgodę na publikację swojego imienia i nazwiska oraz miejsca zamieszkania.

oprac. ELŻBIETA SITEK


Czytelnicy do klawiatur!

Zapraszamy do udziału w konkursie na opowiadanie, zatytułowanym Ciąg dalszy nastąpił i zorganizowanym z okazji wydania 100. numeru miesięcznika „Policja 997”.

Zasada konkursu jest bardzo prosta: napisać opowiadanie rozwijające wstęp autorstwa Kazimierza Kyrcza – krakowskiego policjanta i pisarza specjalizującego się w horrorach (pisaliśmy o nim w 2011 r. w nr. kwietniowym) – a następnie do 30 września wysłać je e mailem na adres gazeta.listy@policja.gov.pl lub pocztą do naszej redakcji na ul. Domaniewską 36/38, 02-514 Warszawa (z dopiskiem Konkurs na opowiadanie). Opowiadanie zgłoszone na konkurs nie może przekraczać 20 000 znaków ze spacjami i należy je podpisać godłem, czyli pseudonimem uniemożliwiającym identyfikację autora. Do opowiadania w osobnym pliku tekstowym (w przypadku przesyłki drogą elektroniczną) lub w osobnej kopercie opatrzonej tym samym godłem (w przypadku przesyłki pocztą tradycyjną) trzeba dołączyć dane osobowe autora – do wyłonienia zwycięzców nie będą one znane jurorom. W jury zasiądą: zastępca dyrektora Gabinetu Komendanta Głównego Policji mł. insp. Kornela Oblińska, Kazimierz Kyrcz, Jolanta Świetlikowska z Wydawnictwa Oficynka (partner wspierający naszego konkursu) i niżej podpisana.

Nagrodzimy autorów najlepszych opowiadań: fragment utworu zdobywcy pierwszego miejsca opublikujemy na łamach grudniowego numeru „Policji 997”, a całość znajdzie się na naszej stronie internetowej. Nagrodami będą również książki Wydawnictwa Oficynka.

Szczegółowy regulamin konkursu do pobrania.

Aleksandra Wicik


WSTĘP DO OPOWIADANIA
Kazimierz Kyrcz Jr

Uśmiech losu

Dwudziesty czwarty lipca... Czy można wyobrazić sobie lepszy dzień na włamanie do siedziby pisma resortowego niż Święto Policji? Wszak tutejsi dziennikarze, znani ze swego oddania pracy i niekonwencjonalnych godzin jej wykonywania, często opuszczali ją tuż przed północą. Ale nie dziś. Dziś wszyscy, co do jednego, mieli wolne.

Mrok za oknami rozświetlały kolorowe światła neonów, jednak Robert „Wkręt” Wkręciński nie miał czasu na podziwianie widoków. Kucając przy zamontowanym w gabinecie redaktora naczelnego sejfie, mimowolnie przygryzł wargę – jak zawsze w chwili, kiedy zbliżał się ten decydujący, ostatni ruch przed złamaniem zabezpieczeń.

Rozległo się cichutkie „pstryk” i sezam stanął otworem. Robert wstrzymał oddech, po czym z mocno bijącym sercem zaczął otwierać metalowe drzwiczki. W marzeniach cieszył się już ułożonymi ze złotych sztabek piramidkami, ustawionymi na fundamencie z banknotów o wysokich nominałach. Tymczasem sejf okazał się pusty niczym konto bankruta. Choć nie, nie całkiem; leżała w nim kartka, na której ktoś wykaligrafował komunikat o krótkiej, aczkolwiek wyrazistej treści: Pożałujesz!
Pożałujesz? Co to miało znaczyć, do cholery?!

Wkręciński z napięciem nasłuchiwał odgłosów, które mogłyby świadczyć o tym, że zbliża się ktoś z dziennikarskiej braci lub – co gorsza – czujny pracownik ochrony. Niczego takiego nie usłyszał, ale cała ta akcja i tak coraz mniej mu się podobała.

– Kazek! – rzucił przez ramię. – Spokój jest?

Kazek, wieloletni i wypróbowany kumpel Wkręta, miał stać na czatach i pomóc w przypadku jakichkolwiek problemów. Chyba jednak sam miał problemy, bo nie odpowiedział. Na wykładzinie leżał tylko łom i charakterystyczna, amerykańska latarka Kazka, od dawna stanowiąca przedmiot jego dumy.

Niemożliwe, pomyślał Wkręciński. Niemożliwe, żeby polazł gdzieś bez tej zasranej latarki! Więc co się tu...

– Nieeeeeeeeeeeeeeee! Aaaagh! – gdzieś w budynku rozległ się skowyt, który przeszedł w przedśmiertne rzężenie.
Wkręt nie miał wątpliwości, że głos należy do Kazka, serdecznego druha, a przy tym świetnego fachowca, z którym przez ostatnie lata zrobili co najmniej kilkadziesiąt kwadratów. Nigdy dotąd nie wpadli, nigdy nawet nie otarli się o poważniejsze zagrożenie. Niestety, najwyraźniej ich dobra passa właśnie dobiegła końca.

Trzeba się zmywać!, zdecydował włamywacz, chowając sprzęt do torby. Przerzucił ją przez ramię i wszedł do sekretariatu; na oko całkiem normalnego pokoju z nieco większym stołem, który wyróżniała jedynie korkowa tablica, do której – niczym rzadkie okazy owadów – przyczepiono pół tuzina projektowanych stron gazety.

Robert nigdy nie należał do miłośników słowa pisanego, więc, nie wczytując się w szpigiel, ostrożnie wyjrzał na korytarz. Oświetlające go jarzeniówki, jakby dla żartu, samoczynnie zapalały się i gasły.

Jak w wesołym miasteczku, zauważył włamywacz, ale nie było mu do śmiechu. Wcale a wcale.

Od strony wind do jego uszu doleciało przeciągłe wycie. Nie zastanawiając się dłużej, ruszył do wyjścia na dach, przez które dostał się na zajmowane przez redakcję piętro.

Czekamy na ciąg dalszy opowiadania autorstwa czytelników.

Załączniki do strony

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 5/5 (1)