Perła Katowic

Niezwykły Nikiszowiec

Nikiszowiec to zabytkowe osiedle Katowic, od 2011 roku pomnik historii. Domy z czerwonej cegły były plenerem w filmach m.in. „Sól ziemi czarnej” i „Perła w koronie”. W dziejach Nikiszowca jest też ponury okres. Na początku tego wieku strach było wyjść tu na ulicę. Ale to przeszłość. Dzięki m.in. wyjątkowej współpracy Policji z mieszkańcami znowu jest tu bezpiecznie.

Osiedle powstało w latach 1908–1918. Miało być idealne i samowystarczalne. Z własnymi sklepami, kościołem, szkołą, szpitalem, maglem, a nawet posterunkiem policji. Przez lata Kopalnia Węgla Kamiennego „Wieczorek” i okoliczne zakłady dawały wszystkim zajęcie. Była praca, był spokój. Zmiany ustrojowe i gospodarcze końca XX wieku sprawiły, że Nikiszowiec znalazł się na marginesie życia. Mieszkańcy przestali czuć się bezpiecznie.

GANGSTERZY

Z roku na rok było coraz gorzej. Na murach z czerwonej cegły pojawiły się wulgarne napisy, pobicia na tle kibicowskim, wyrwania torebek kobietom w biały dzień czy włamania do mieszkań stały się normą. Wszystko na niespotykaną tu wcześniej skalę. Choć każdy doskonale wiedział, kto co zrobił, zgłoszeń na policję nie było, bo bandyci i ich ofiary często byli sąsiadami. Ludzie bali się siebie nawzajem. Za kłopotami 3500 mieszkańców Nikiszowca stał niewielki gang młodych ludzi, w wieku od 16 do 30 lat.

Najgorszy był rok 2008, a zwłaszcza jego pierwsza połowa. Chuligani byli coraz bardziej rozzuchwaleni. Któregoś dnia strażacy pojechali do palącego się  śmietnika. Ledwo go ugasili, okazało się, że nieopodal płonie następny i skierowano tam kolejną jednostkę. Gdy strażacy tłumili ogień, zaatakowało ich 20 bandytów. Wybuchła bójka, jeden strażak trafił do szpitala. Złodzieje też robili, co chcieli. Włamali się do hali kopalni „Wieczorek”, skąd zabrali cenne elektronarzędzia, a kilka dni później z plebanii kościoła św. Anny wynieśli szlifierkę. Szczytem było, gdy kilku oprychów ukradło samochód i wjechało nim do sklepu spożywczego. Zapakowali, co chcieli, a potem urządzili imprezę.

Tego było już za dużo. Media podniosły alarm. Odbyło się kilka debat mieszkańców i policjantów, także z udziałem ówczesnego komendanta miejskiego Policji w Katowicach podinsp. Adama Momota. Ludzie nie ukrywali, że się boją i nie wierzą w skuteczność Policji.

Komendant obiecał zmiany. Pomoc zaoferował także miejscowy proboszcz ks. Zygmunt Klim. Mówił: „Jeśli ktoś się boi zadzwonić na policję, niech przyjdzie z tym do mnie. Ja będę interweniował dalej”.

MIESZKAŃCY, PARAFIA I POLICJA

W drugiej połowie 2008 r. nowym komendantem Komisariatu Policji V w Katowicach, któremu podlega Nikiszowiec, został mł. insp. Wojciech Pietrzok.

– Sytuacja była napięta – mówi komendant. – Ludzie byli negatywnie nastawieni, bo policjanci nie radzili sobie. Przekonywałem mieszkańców, żeby zaczęli nam ufać, by dawali sygnały na gorąco. Uruchomiliśmy specjalny telefon tylko dla nich. Wszystkie informacje mogli składać anonimowo. Ludzie zaczęli dzwonić, telefon odbierał kierownik zmiany. Skierowaliśmy też na ulice więcej patroli mundurowych, na nasz wniosek wycięto krzaki zarastające dziedzińce.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Zaczęły się zatrzymania i wyroki „bez zawiasów”. Gang rządzący Nikiszowcem topniał w oczach.

W czerwcu 2008 r. działalność rozpoczęło Centrum Aktywności Lokalnej w Nikiszowcu. Był to projekt społeczny realizowany przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Katowicach.

– Chcieliśmy, by mieszkańcy wzięli sprawy we własne ręce – mówi Waldemar Jan (na zdjęciu obok), który stanął wtedy na czele CAL. – Okazało się, że takich tu nie brakuje. Ludziom najbardziej zależało na monitoringu. Wspólnie zbieraliśmy podpisy pod petycją o jego założenie i razem wymyśliliśmy organizację Jarmarku na Nikiszu.

Chcieli pokazać, że nie wszyscy są tu źli. Wspólnych akcji mieszkańców było coraz więcej, m.in. zmyli napisy ze ścian. W zbiórkę pieniędzy na monitoring włączyła się również parafia, a gdy zapadła decyzja o jego budowie, przekazała miastu zebrane fundusze jako wkład społeczności lokalnej. Pierwsze trzy kamery pojawiły się w 2010 roku. Kolejne kupiło miasto. Teraz 10 kamer pilnuje Nikiszowca. Centrum Obserwacji znajduje się w hali Jantor. Monitoring działa 24-godziny. Kiedy pracownicy centrum zobaczą jakieś zdarzenie, powiadamiają odpowiednie służby. Podgląd z kamer jest także na dyżurce KP V w Katowicach.

Poprawa sytuacji na osiedlu Nikiszowiec była widoczna niemal z dnia na dzień.

– Świetną robotę wykonał wtedy dzielnicowy asp. Jacek Smalcuga – mówi mł. insp. Wojciech Pietrzok. – Mieszkańcy przekonali się do niego, bo wiedzieli, że mogą na niego liczyć. Sami też starali się poprawić sytuację.

Społeczny komitet mieszkańców przekształcił się w stowarzyszenie „Razem dla Nikiszowca”. Strefa Nowych Idei była ich inicjatywą, mającą podnieść atrakcyjność turystyczną, kulturalną i biznesową osiedla, m.in. w budynku dawnej pralni otwarto stałą ekspozycję Muzeum Historii Katowic. Na zlecenie miasta, przy wsparciu CAL i pod kierunkiem Dagmary Mliczyńskiej-Hajda opracowano Zintegrowany Program Rewitalizacji Nikiszowca.

– Przez lata nie było tu domu kultury, trzeba było wypełnić tę pustkę. W 2014 roku powstało Centrum Zimbardo w Nikiszowcu – mówi Waldemar Jan, obecnie prezes Zarządu Stowarzyszenia Fabryka Inicjatyw Lokalnych, koordynujący działania Zimbardo. – Naszą intencją było stworzenie miejsca, w którym młodzi ludzie mogą bezpiecznie wspólnie spędzać czas, słuchać muzyki, tańczyć, zawierać nowe znajomości i rozwijać pasje.

– Od 2011 r. jest nowa siedziba KP V, a w szkołach policjanci i strażnicy miejscy prowadzą spotkania profilaktyczne. Różne rzeczy się zdarzają, ale nie jest to już tak źle, jak kiedyś – dodaje Dariusz Łyczko, radny Katowic, działający w Społecznej Komisji ds. Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego.

Waldemar Jan z policyjnych statystyk wybiera dotyczącą przestępstw popełnionych w Nikiszowcu. – W pierwszym półroczu 2008 roku odnotowano ich 157, a w 2010 r. już tylko 29 – mówi.

Choć graffiti na zabytkowych murach czasem jeszcze się pokazuje, nie jest to już wojna kibiców na farbę jak kiedyś. Obecny dzielnicowy Rejonu 57 (obejmującego Nikiszowiec) asp. Tomasz Jakóbik stara się zachować porządki wprowadzone przez jego poprzednika asp. Jacka Smalcugę.

– Dużo pomógł monitoring i liczne patrole – mówi asp. Tomasz Jakóbik. – To nie jest już raj dla złodziei i handlarzy narkotyków. Poza tym wielu z tych, którzy wtedy rozrabiali, siedzi za kratkami, wydoroślało lub już tu nie mieszka.

OBCHÓD...

Dzielnicowi asp. Tomasz Jakóbik ze st. asp. Michałem Weisharem z sąsiedniego Giszowca przejeżdżają przez kolejne bramy podwórek. Spokój i cisza. Z kawiarenki „Byfyj” po spotkaniu z przyjaciółkami emerytkami wychodzi Helga Kłosek. Znają ją tu wszyscy, bo chętnie angażuje się w życie kulturalne Nikiszowca. Uśmiechnięta i dumna idzie ulicą. Już nie boi się, że ktoś wyrwie jej torebkę. To, że znowu jest tu bezpiecznie, to także jej zasługa.

ANDRZEJ CHYLIŃSKI
zdj. Krzysztof Chrzanowski, Waldemar Jan (Stowarzyszenie FIL)

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 4/5 (2)