Służba jest kobietą

Co siódmy polski policjant jest kobietą. Według stanu na 10 stycznia 2013 roku w polskiej Policji służy 13 280 policjantek i stanowią one 14 proc. ogółu funkcjonariuszy. Są lepiej wykształcone niż ich koledzy, ale zdecydowanie rzadziej pełnią w Policji funkcje kierownicze.

Panie w mundurach twierdzą, że służba w Policji jest trudnym zadaniem, stanowi jednak wyzwanie oraz sprawia ogromną satysfakcję. Policjantki inwestują energię, a nawet czas wolny w podnoszenie kwalifikacji zawodowych. Od powstania Policji w 1990 roku kobiety stopniowo przechodziły ze stanowisk administracyjnych do służby w terenie. Są obecne we wszystkich rodzajach służb: kryminalnej, prewencyjnej i wspierającej działalność Policji.

GWARANTKI PRAW CZŁOWIEKA

Prof. Peter Horne w publikacji Policewomen: Their First Century and the New Era (tłum. własne: Policjantki: Ich pierwszy wiek i nowa era) na łamach miesięcznika „The Police Chief” przytoczył badania przeprowadzone w USA, które wykazały, że styl działania policjantek jest mniej konfrontacyjny niż stosowany przez policjantów. Więcej kobiet w policji to większa skuteczność zwalczania przemocy w rodzinie i napaści seksualnych.

Należy tutaj przytoczyć za Walentyną Trzcińską z WSPol. w Szczytnie, że kobiety wprowadzono do Policji jako gwarantki praw człowieka. Miały sprawić, że pewne kategorie przestępstw, czasami bagatelizowane przez funkcjonariuszy płci męskiej (przemoc domowa, przestępstwa seksualne, handel ludźmi), nie będą ignorowane.

Zdarza się jednak, że nadal pokutują uprzedzenia i krzywdzące kobiety stereotypy, które powodują, że kwestie przydatności i skuteczności w służbie oceniane są przez pryzmat płci, a nie osiągnięć, wykształcenia, kompetencji czy zaangażowania. Ukrytą formą dyskryminacji podczas przyjmowania kobiet do Policji mogą być zawyżone, nieuzasadnione potrzebą służby, wymagania co do warunków fizycznych (np. sprawność fizyczna, wzrost). Plakaty reklamujące nabór, na których widnieją głównie mężczyźni, gdzie używa się sformułowań tylko w rodzaju męskim, są komunikatem podświadomie wspierającym i zachęcającym do wstąpienia do Policji tylko jedną z płci.

DANYCH BRAK

Wiele kobiet stara się o przyjęcie do służby w Policji, ale nie uwzględnia się w statystyce danych dotyczących liczby starających się o przyjęcie do Policji kobiet i liczby przyjętych. Stwierdzenie przewodniczącego jednego z ZW NSZZ Policjantów na antenie radiowej ujawniło przekonania pewnej liczby policjantów na temat kobiet w Policji. Powiedział on, że w ostatnim czasie za dużo było przyjęć kobiet i powinno się zmienić przepisy tak, aby to ograniczyć.

W 2012 roku przygotowano projekt zmiany rozporządzenia w sprawie postępowania kwalifikacyjnego do służby w Policji, zakładający podwyższenie wymogów sprawności fizycznej przez skrócenie czasu na zaliczenie (test jest taki sam dla kobiet i mężczyzn) oraz obniżenie wartościowania testu wiedzy (na którym kobiety zyskiwały często więcej punktów od swoich kolegów). Warto pamiętać, że po roku służby policjantki i policjanci zaliczają coroczne testy sprawności fizycznej, ale z odrębnymi normami, czyli z podziałem na płeć i wiek. Gdzie tu logika?

ORGANIZACJA ŚLEPA NA PŁEĆ

W żadnym akcie prawnym nie ma słowa policjantka. Oficjalnie używane formy stanowisk, stopni, funkcji są tylko męskie. Podobnie umundurowanie.

W Policji Państwowej policjantki miały umundurowanie stosowne do swojej płci, były nawet sznurowane damskie trzewiki. W XXI w. można by się spodziewać, że jest lepiej... W nowym umundurowaniu służbowym nie przewidziano spódnicy, a policjanci się śmieją: chciałyście równouprawnienia, to macie spodnie. Jednak mało kto rozumie, że nie chodzi o to, by równać zawsze i wszędzie do wytworzonej już normy męskiej, ale o wypracowanie normy kobiecej równoważnej normie męskiej. Nie chodzi o to, by drobna dziewczyna, wstępując do Policji, otrzymała za duże o kilka rozmiarów moro i męskie umundurowanie wyjściowe (do tej pory policjantki w większości same muszą podejmować starania o uszycie munduru wyjściowego), ale niestety tak się dzieje. Na początku nikt nie zwróci uwagi na to, że ta dziewczyna ma wysokie kwalifikacje i lepszą znajomość sztuk walki od swoich kolegów.

Bywa, że w należnych sortach mundurowych policjantki otrzymują męskie slipki (tak zdarzyło się np. w Katowicach i w Warszawie).
Proponuję mały test: jak poczułby się mężczyzna wstępujący do Policji, który otrzymałby damskie majtki?

GDZIE SĄ KOMENDANTKI?

W polskiej Policji niska reprezentacja kobiet wśród kadry kierowniczej może być wynikiem niepostrzegania ich jako kandydatek do awansu. Zdarza się, że kobieta awansuje na kierownicze stanowisko dopiero wtedy, gdy brak spełniającego warunki męskiego kandydata.
W Holandii na przykład prowadzi się aktywną politykę zwiększenia udziału kobiet w kadrze menedżerskiej. We Francji stworzenie możliwości podwyższania kwalifikacji oraz wyrównania szans na awans przez wprowadzenie przejrzystych, opartych na bezstronnej ocenie kompetencji i zasad doboru kandydatów spowodowało wzrost udziału kobiet w najwyższej kadrze kierowniczej.

Najwyższym stanowiskiem w polskiej Policji, jakie dotychczas zajmowała policjantka, była funkcja komendantki wojewódzkiej Policji w latach 2005–2007. Mł. insp. Barbara Horbik Piazdecka z KWP w Bydgoszczy zwracała podwładnym uwagę na potrzebę wrażliwości w codziennej służbie. Przyznała, że początkowo mężczyźni nie postrzegali jej jak równorzędnego partnera, uważali, że jest za młoda i ma za małe doświadczenie na takie stanowisko, a miała wówczas 50 lat i wieloletnią praktykę zawodową na różnych szczeblach. Już w 2005 roku komendantka ta była przekonana o konieczności szybkiego wprowadzania nowoczesnych rozwiązań organizacyjnych w Policji. Uważała, że pracę formacji z pewnością usprawniłby wprowadzony już w USA system zarządzania patrolami poprzez mapy cyfrowe GPS oraz nagrywanie interwencji, co zapobiega korupcji i pozwala obiektywnie rozpatrzyć skargi na postępowanie Policji. Obserwując podwładnych, doszła do wniosku, że kobiety często bardziej utożsamiają się z pracą niż niektórzy mężczyźni, uważała, że w tym zawodzie musi być pełne równouprawnienie.

Czy ta komendantka przetarła szlak dla kobiet do wyższej kadry kierowniczej, jak wówczas sądzono? Okazuje się, że nie, bo jeszcze nie doczekaliśmy się jej następczyni.

POLITYKA RÓWNYCH SZANS

Polska Policja jest formacją służącą społeczeństwu i przeznaczoną do ochrony ludzi oraz utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego. Udział kobiet w realizacji tego zadania jest ich konstytucyjnym prawem, gwarantującym równość płci we wszystkich dziedzinach życia społecznego oraz wyrazem wprowadzania w Polsce demokratycznych procedur równościowych i antydyskryminacyjnych. W XXI w. utrwalanie stereotypów i uprzedzeń związanych z płcią jest przejawem dyskryminacji i nie powinno mieć miejsca. Warto w Policji wprowadzać politykę równych szans, co wiąże się np. z przyjęciem rozwiązań ułatwiających godzenie życia zawodowego z prywatnym. Można czerpać z rozwiązań stosowanych w państwach zachodnich, takich, jak elastyczny czas pracy dla rodziców (płci obojga) małych dzieci, dzielenie się obowiązkami lub praca na część etatu, czy też tworzenie przyzakładowych żłobków i przedszkoli.

Większa liczba kobiet w Policji będzie skutkować pozytywnymi zmianami w zachowaniach i procedurach, które przyniosą korzyści mężczyznom, jak i kobietom zarówno w naszej formacji, jak i wśród społeczeństwa. Jedno z zaleceń Europejskiego Kodeksu Etyki Zawodowej Policji wskazuje, że procedury rekrutacyjne mają opierać się na kryteriach obiektywnych i wolnych od dyskryminacji, a struktura policji powinna odzwierciedlać społeczeństwo, któremu służy. Jeżeli społeczeństwo składa się z 50 proc. kobiet i 50 proc. mężczyzn, to nowoczesna policja również powinna.

Na Litwie i w Estonii ponad 30 proc. funkcjonariuszy policji stanowią policjantki i nadal podejmowane są działania, aby zwiększyć ich liczbę. Wprowadzane są różnego rodzaju rozwiązania, np. parytety w patrolach policji ruchu drogowego. Ma to też wymiar antykorupcyjny, ponieważ badania wykazały, że kobiety są mniej podatne na korupcję.

W 2012 roku Rada ds. Kobiet w Wojsku Polskim, z pełnomocniczką ds. kobiet na czele, zorganizowała międzyresortową konferencję Pokój i bezpieczeństwo a stereotyp płci, a Rada Kobiet Służby Więziennej – seminarium Służba jest kobietą (szczegółowe informacje są na stronie www.sluzbajestkobieta.pl lub na kanale YouTube pod hasłem Rada Kobiet). W polskiej Policji jeszcze nie ma Rady Kobiet.

podinsp. KAMILA ZIMOŃ
ekspertka Wydziału Analiz i Nadzoru Biura Spraw Wewnętrznych KGP
zdj. Andrzej Mitura

 

W wyższej kadrze jest kobieta!
Do tekstu o polskich policjantkach XXI wieku, który opublikowaliśmy w drukowanym wydaniu marcowym „Policji 997” (Służba jest kobietą), wkradł się błąd. Opublikowaliśmy informację, że w wyższej kadrze kierowniczej Policji nie policjantek. A to przecież nieprawda: zastępcą komendanta wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wielkopolskim jest podinsp. Helena Michalak odpowiedzialna za logistykę. Z błędu nas wyprowadziły – a jakże – koleżanki policjantki pani komendant.



Pierwsze policjantki

Powołana w 1919 r. Policja Państwowa była formacją typowo męską. Chociaż wtedy w ustawie nie sprecyzowano płci kandydatów do Policji, to nikt nawet nie myślał o przyjęciu kobiet do służby.

Dwudziestolecie międzywojenne było czasem wielkich przemian obyczajowych i społecznych. Pojawiły się nowe przestępstwa, które występowały masowo: sutenerstwo, nierząd, przestępczość nieletnich, przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece, przestępstwa wobec kobiet, z którymi typowo męska policja nie do końca sobie radziła.

Pod wpływem uchwał Ligi Narodów, VI Międzynarodowego Kongresu do zwalczania Handlu Kobietami i Dziećmi z 1924 r. oraz wniosku Polskiego Komitetu do walki z Handlem Kobietami i Dziećmi władze polskie podjęły decyzję o przyjęciu kobiet do Policji Państwowej. Pierwsze panie przyjęto w 1925 r., a komendantką policji kobiecej została Stanisława Filipina Paleolog (pisaliśmy o niej w artykule „Aniołki” z VI brygady J. Paciorkowskiego, nr. 3/2009).

Okazało się, że w zwalczaniu takich przestępstw, jak handel ludźmi, stręczycielstwo, sutenerstwo, przestępczość nieletnich odpowiednio wyszkolone policjantki osiągały znacznie lepsze wyniki niż ich koledzy. Brygada kobieca liczyła początkowo 18 policjantek. Wzrastały kompetencje i zakres ich działania, gdyż oprócz służby śledczej rozwijano prewencję, by eliminować zagrożenia przestępczością dzieci, młodzieży i kobiet. Policję kobiecą powołano w przekonaniu, że policjantka w mniejszym stopniu będzie skłonna do używania przemocy i środków represyjnych, a raczej będzie podchodziła z radą i perswazją.

Policji kobiecej zlecano również dochodzenia w sprawach o przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece – liczono, że nie ograniczy się ona do przeprowadzenia dochodzeń, ale zdobędzie materiał dotyczący zagrożonych środowisk, stanowiący podstawę do zapobiegania przyczynom zagrożeń.

W 1935 r. zorganizowano pierwsze umundurowane oddziały policji kobiecej do spraw nieletnich. W 1939 r. w Polsce służyło około 170 funkcjonariuszek.

Wykształcenie a udział policjantek w kadrze kierowniczej Policji

Kobiety pełniące służbę w Policji są lepiej wykształcone od swoich kolegów policjantów. 67 proc. policjantek ma wyższe wykształcenie, pozostałe 33 proc. średnie i podyplomowe, natomiast policjanci w 36 proc. wyższe, w 64 proc. średnie, a 0,24 proc. z nich posiada wykształcenie zawodowe i podstawowe (202 funkcjonariuszy).

W kadrze kierowniczej Policji kobiety są niedoreprezentowane. Na 3819 stanowisk kierowniczych w Policji policjantki objęły tylko 222, co stanowi 6 proc. Natomiast w stricte wyższej kadrze kierowniczej, do której zaliczono komendanta głównego, komendantów wojewódzkich i stołecznego oraz ich zastępców, nie ma żadnej policjantki. Dwie funkcjonariuszki pełnią funkcje zastępców komendantów szkół Policji.


Podjęłam męską decyzję

Justyna przez parę lat była „kryminalnym” i z powodzeniem ścigała po warszawskich ulicach wszelkiej maści bandziorów, głównie złodziei aut. Dla większości kolegów była kumplem, partnerem. Niektórzy jednak nie kryli się ze swoimi poglądami, że policjantka to funkcjonariusz jakby drugiej kategorii. Także jej szef. Doświadczała tego przy każdej premii (o ile ją dostała), przy kolejnych prośbach o skierowanie na kurs oficerski. Dziś jest oficerem, nikt nie daje jej odczuć, że jako kobieta jest gorszym funkcjonariuszem. Tylko że już nie w Policji, a w BOR.

Chciała być policjantką, ale przyszło jej zacząć jako cywil, bo w Komendzie Głównej Policji, gdzie się zatrudniła, blokowano wówczas przyjęcia na etaty mundurowych w trosce, by nie zmniejszać liczby stale funkcjonujących w Policji wakatów (środki z nich były niezbędne, by utrzymać się w przyznawanym Policji budżecie). Oczywiście, od reguły były wyjątki. Mogła stać się jednym z nich – śp. Marek Papała, w tamtym czasie komendant główny Policji, był przyjacielem domu jej rodziców. Nie wykorzystała jednak tego i kiedy własnymi siłami nie zdołała uzyskać policyjnego etatu, przeniosła się do Komendy Stołecznej Policji, gdzie trafiła do „kryminalnych”. Atrakcyjną, wysportowaną blondynkę, która równie dobrze jak łapać złodziei, mogłaby chodzić „na wybiegu” na targach mody, przyjęto z otwartymi rękoma. Znakomicie nadawała się do pracy wywiadowczej. Faktycznie, w następnych miesiącach niejeden z zatrzymywanych przestępców rozdziawiał „japę”, gdy „laska”, na widok której już budził się w nim Casanova, nagle zatrzaskiwała mu „obrączki” na nadgarstkach.

– Byłam bardzo zadowolona, bo w głównej pewno trafiłabym za biurko, a ja lubię, kiedy coś się dzieje – mówi. – Pod tym względem nie mogłam narzekać. Nie było też źle, jeśli chodzi o kolegów. Dla większości byłam kumplem i partnerem nie gorszym i nie lepszym niż faceci. Niektórzy pozwalali czasem sobie na uwagi, mieli określone poglądy na rolę kobiet w Policji, ale nie zdarzało się to na tyle często, by było specjalnie dokuczliwe.

Dla Justyny dokuczliwy był stosunek naczelnika do jej pracy – uznanie, że nadaje się ona do roboty, nie szło w parze z uznawaniem jej wyników, jak i aspiracji zawodowych.

– Dostawałam niższe premie niż moi koledzy wykonujący tę samą pracę, o ile w ogóle dostałam, bo bywało i tak, że bez zażenowania naczelnik pomijał mnie – mówi Justyna. – Najbardziej wkurzyłam się i jednocześnie zrobiło mi się przykro po akcji zgarnięcia jednego z warszawskich gangsterów. Żeby ocenić i dać hasło, w którym momencie rozpocząć akcję, by obezwładnić go, zanim zdąży sięgnąć po broń, razem z kolegą odgrywaliśmy „gruchającą” na ulicy, zakochaną parkę. Wtedy najwięcej zależało od nas, gdybyśmy go spłoszyli, gdyby coś go zastanowiło, akcja byłaby trudniejsza, wiązałaby się z większym ryzykiem, a być może w ogóle musielibyśmy odpuścić. Dobrze graliśmy, wszystko poszło jak z płatka.

Kolega dostał premię, ona nie. – Usłyszałam: „młoda jesteś, jeszcze się nabierzesz” – wspomina. – Chory tok rozumowania, ale nawet gdyby nim iść, to dlaczego inni, także młodzi stażem, dostawali premie? No, tylko to byli faceci. O ile można było sobie pozwalać na jakieś komentarze na odprawach, o tyle, gdy chodziło o pieniądze, niepolitycznie byłoby wprost przyznać, że to z tego powodu, że jestem babą.
Sytuacja skomplikowała się, kiedy Justyna urodziła córeczkę, tym bardziej że życiowe okoliczności sprawiły, iż stała się matką samotnie wychowującą dziecko.

– Po urodzeniu dość szybko wróciłam do służby – mówi. – Przepisy mówiły, że do osiągnięcia przez dziecko 4 lat można mnie było wysłać w delegację tylko za moją zgodą, mogę pracować w porze dziennej, nie dłużej niż 8 godzin dziennie. Myśmy pracowali na „dwunastki”, ale tak poumawiałam się z rodziną i opiekunkami, że to nie stanowiło problemu. Było to naginanie przepisów, ale na własne życzenie. Chciałam pracować, a nie blokować etat w wydziale i siedzieć kilka lat na wychowawczym. Prosiłam tylko, by nie przydzielano mi nocek. Nie udawało się. Miałam poczucie, że z jednej strony ja – kobieta, byłam pożądanym, no, może przydatnym, pracownikiem, choć traktowanym jako obiekt drugiej kategorii, a z drugiej mnie – matce, utrudnia się, czy wręcz uniemożliwia, godzenie pracy z zajmowaniem się dzieckiem w określony w przepisach sposób. Mimo że sama wyzbyłam się części przysługujących mi w takiej sytuacji przywilejów – dla dobra służby, cokolwiek by powiedzieć.

W końcu Justyna została przeniesiona z ulicy za komputer.

– Nadal odmownie traktowano moje, składane już wcześniej, raporty o zgodę na kurs oficerski – opowiada. – W końcu, gdy nadarzyła się okazja, przeniosłam się do CBŚ. Nie wyszło tak, jak chciałam. Charakter pracy wymuszał ograniczenia, których nie mogłam zaakceptować. Po prostu nigdy nie było wiadomo, kiedy i gdzie ruszymy na akcję. Dobrze, jak było pół godziny na dojechanie do domu i zabranie gratów na wyjazd, z którego czasem nie wiadomo było, kiedy się wróci. Musiałam wybrać – albo Ewa, albo praca. Podjęłam męską decyzję i na dobre rozstałam się z Policją.

Ale nie ze służbami mundurowymi. Wyjściem z sytuacji okazał się BOR, w którym Justyna służy od kilku lat. Dostała mieszkanie służbowe, skierowano ją na kurs oficerski.

– Okazało się, że można – uśmiecha się. – I tu nikt nie traktuje kobiet jak funkcjonariuszy drugiej kategorii. Co prawda znowu trafiłam za biurko. I chyba trochę brakuje mi tej adrenaliny z czasu służby w kryminalnych czy CBŚ. Ale... Ewa już odchowana, więc może nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w służbach mundurowych...

PRZEMYSŁAW KACAK

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 3/5 (22)