Odkąd pamiętam, kopię piłkę

– Tak, mam wolne w sobotę, możemy się umówić – Tomasz Organek rzuca przez telefon krótkie zdania, wskazując gestem miejsce, gdzie mogę usiąść. – Nie, teraz nie ma meczu, możemy spokojnie pograć.

Ani w sobotę, ani w niedzielę nie ma meczu.

Rozglądam się po pokoju w sztabie białostockiej komendy. Na ścianach proporczyki, emblematy, replika Pucharu Polski, w centralnym miejscu logo Jagiellonii Białystok z podpisami piłkarzy.

– Przepraszam, ale dzwonili koledzy, żeby umówić się na piłkę w weekend, ten mam wolny, więc możemy pograć – wyjaśnia policjant.

ZACZĘŁO SIĘ OD PUCHARU POLSKI

St. asp. Tomasz Organek to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Teraz jest koordynatorem działań Spotters Team Polska. Droga do tej funkcji była długa, choć z perspektywy czasu widać, że wszystko w życiu policjanta miało swój cel i złożyło się na to, kim jest teraz.

– Niemal od urodzenia mieszkam w Białymstoku, więc oczywiste jest, że kibicuję Jagiellonii – wyjaśnia. – Od dziecka też grałem w piłkę. W szkole chodziłem nawet do klasy sportowej, tyle że o profilu piłka siatkowa. Po zajęciach zawsze biegliśmy na boisko i graliśmy w nogę. Chciałem nawet zapisać się do klubu, ale mama się nie zgodziła. Na klasę sportową też nie chciała się zgodzić, ale… zgodził się tata. Ojciec jednak wcześnie umarł i potem już decydowała mama. Zawsze powtarzała „Synku, ty lepiej się ucz, bo piłka ci chleba nie da”. Teraz oboje śmiejemy się z tego, gdy mówię, ile zarabiają piłkarze, ale wtedy przeżywałem to bardzo. Uczyłem się, jak się uczyłem. Dla mnie zawsze najważniejszy był sport.

Tomasz Organek miłością do Jagiellonii zapałał w wieku lat dziesięciu. Uczucie wybuchło nagle i nie osłabło do dzisiaj.

– To był pamiętny dzień: 24 czerwca 1989 roku – wspomina. – Jechałem PKS em na wakacje do cioci na wieś. Kierowca słuchał w radiu relacji z finału Pucharu Polski między Legią a Jagiellonią. Jechałem do cioci sam, cały czas w napięciu wsłuchując się w słowa komentatora. Przegraliśmy 2:5! Każda bramka była jak igła wbijana w skórę dziesięciolatka. Cierpiałem. Gdy dojechałem do cioci, ta pomyślała, że coś mi się stało, że ktoś mnie skrzywdził, że coś zgubiłem. „Przecież płakałeś” – powiedziała, a ja na to „Ciociu, nie rozumiesz?, Jagiellonia przegrała”.

Historia zatoczyła koło i w 2010 r. białostocki klub znów grał w finale Pucharu Polski, tym razem z Pogonią Szczecin, i tym razem wygrał. Tomasz Organek był na tym spotkaniu. Replika pucharu stoi dziś na honorowym miejscu na szafce spottersa, a zdjęcia z oryginałem napawają dumą.

– Teraz jestem na drugim okrążeniu – śmieje się Organek. – Zobaczymy, kiedy będzie następny finał.

DZIELNICOWY JAGIELLONII

Miłość do klubu przyszła samorzutnie, podobnie było z Policją.

– Dlaczego ten mundur? – policjant rozkłada ręce. – Naprawdę nie wiem. Nie wiem, dlaczego chciałem być policjantem, ale zawsze chciałem.

Bez tradycji rodzinnych, bez namów kolegów Tomasz Organek po skończeniu liceum wstąpił w niebieskie szeregi. Zaczął od odrobienia służby wojskowej w OPP w Warszawie. Po powrocie do Białegostoku był w patrolówce, potem został dzielnicowym, następnie trafił do sekcji wykroczeń jednego z komisariatów, a stamtąd wprost do komendy wojewódzkiej, aby zajmować się tym, co jest jego pasją, czyli piłką nożną.

Tomasz Organek oficjalnie jest spottersem od trzech lat, od kiedy przeszedł do Sztabu Policji KWP w Białymstoku, ale na zaufanie w środowisku kibiców pracował od dawna, choć wtedy nawet nie przypuszczał, jakie owoce przyniesie jego zaangażowanie.

– Byłem młodym dzielnicowym, na którego terenie był stadion Jagiellonii Białystok – wspomina policjant. – Jako dzielnicowy, ale i, nie ma co ukrywać, fan drużyny, nie mogłem nie odwiedzić siedziby klubu i nie umówić się z prezesem. W końcu od tego jest dzielnicowy, aby wszystkich znał. Gdy otworzono Pub Jagiellonia, moi przełożeni uznali, że jest to miejsce zagrożone, więc musiałem tam bywać częściej. Kibice zaczęli mnie kojarzyć. Gdy prywatnie, bez munduru pojechałem na jeden z „Pikników z Jagiellonią”, usłyszałem z boku „Patrzcie, nawet dzielnicowy przyjechał…”. Przyznam, że dzisiaj to procentuje, choć wtedy wcale takiego zamysłu nie miałem. Byłem normalnym kibicem Jagiellonii, tyle że służyłem w Policji. Teraz, gdy jestem spottersem, czyli takim „dzielnicowym od kibiców”, nikomu nie muszę udowadniać, że jestem fanem piłki nożnej. Starsi kibice pamiętają mnie jeszcze jako dzielnicowego w obchodzie, który wstępował do ich pubu, przychodził na mecze, jeździł po służbie na pikniki. Wiedzą, kim jestem i szanują to.

W ubiegłym roku Tomasz Organek obronił pracę magisterską na szczycieńskiej uczelni na temat instytucji spottersa w kontekście EURO 2012.

FLAGA Z KOWNA

Dwa lata temu polscy pseudokibice wywołali bójki przy okazji meczu Polska – Litwa w Kownie. Tomasz Organek też tam był, i kto wie, czy to nie dzięki niemu udało się ograniczyć agresję.

Policyjny fan Jagiellonii pracował już wtedy w komendzie wojewódzkiej i był w składzie pięcioosobowej delegacji, która z Białegostoku pojechała na mecz.

– Nie do końca zagrała tam organizacja – opowiada. – Długo nie wpuszczano naszych kibiców na stadion. W końcu przed zamkniętą bramką pod naporem kibiców wywróciło się prowizoryczne ogrodzenie. Ludzie ruszyli w stronę bramek. Wyszedłem do nich i porozmawiałem. Wynegocjowałem z organizatorami, że zaczną naszych kibiców wpuszczać jednak trochę wcześniej. Udało się, choć przedtem Litwini nie chcieli się na to zgodzić. W pewnym momencie zauważyłem, że pod stadion idzie ponad stu pseudokibiców. Ostrzegłem organizatorów, że z tą grupą mogą być problemy. Nie trzeba było długo czekać. Po odśpiewaniu hymnu, zaczęło się odliczanie „10, 9, 8, 7,…, 3, 2, 1…” Na „0” wszyscy ruszyli na bramkę z racami w rękach. Służba porządkowa zablokowała wejście, ale oni przeskoczyli górą. Stałem pośrodku między bramkami, w kamizelce spottersa, wszyscy przebiegali obok mnie, nikt mnie nawet nie potrącił, nie popchnął. Żadnej negatywnej reakcji. Niestety, na stadionie zaczęły się przepychanki z porządkowymi, a wkrótce walki z policją litewską. Nie biłem się, bo to nie moja rola. Zająłem się kibicami, którzy mieli bilety i chcieli wejść na stadion. Po szturmie pseudokibiców Litwini zamknęli dla Polaków wszystkie bramki. Mogło dojść do nasilenia przemocy.

Organek powstrzymał kolejną grupę polskich bojówkarzy przed sforsowaniem bramki dla Litwinów. Powstrzymał opanowaniem, negocjacjami i siłą spokoju. Pomógł mu w tym dowódca OPP w Białymstoku mł. insp. Zbigniew Kamieński, doświadczony w tego rodzaju sytuacjach, który przekonał Litwinów, aby wpuścili Polaków na stadion.

– Kibice nie chcieli sami przejść do polskiego wejścia – wspomina Tomasz Organek. – Cóż miałem robić. Przeskoczyłem ogrodzenie i przeszedłem do nich. A nie byli to sami grzeczni chłopcy. Gdy jednak dowiedzieli się, że będą mogli wejść na stadion, od razu opadła z nich agresja. Poszedłem na ich czele, szpaler policji litewskiej otworzył się przed nami, a ja prowadziłem ich jak szkolną wycieczkę. Biegliśmy potem, by nie stracić czasu, wszyscy się cieszyli, niektórzy chwytali mnie za ręce. Mam wrażenie, że gdybym powiedział, że boli mnie noga i nie mogę iść, to ponieśliby mnie na ramionach. Tam byli ludzie z bojówki. Gdyby nie nasza pomoc, oni przerwaliby ogrodzenie, a wtedy znaleźliby się na tyłach litewskiego pododdziału, który ścierał się z polskimi pseudokibicami. Mogłoby dojść do prawdziwej tragedii. Ja byłem dedykowany kibicom, ale okazało się, że pomogłem także tym z bojówki, zapobiegając kolejnym negatywnym sytuacjom.

Z trzech T – troska przede wszystkim, choć trzeba pamiętać, że nie leży ona tylko w gestii spottersów, ale powinna dotyczyć każdego funkcjonariusza pracującego przy mistrzostwach.

Już po meczu znalazł na ziemi polską flagę.

– Leżała gdzieś w kącie, brudna, zadeptana – policjant kiwa głową. – Przywiozłem ją do Polski, wyprałem, wyprasowałem, teraz wygląda świetnie. Wisi nad wejściem do pokoju. Przypomina mi, co się stało w Kownie i jak łatwo wyzwolić agresję, a z drugiej strony – jak przy odrobinie chęci można znaleźć dobrą duszę w drugim człowieku. Od tego właśnie jest spotters – aby szukał w człowieku pierwiastków pozytywnych i próbował je wydobyć, tłumiąc te negatywne.

ŻÓŁTO CZERWONE SERCE ŻONY

Dzięki zamiłowaniu do klubu Tomasz Organek poznał także swoją żonę Joannę. Mieli co prawda wspólnych znajomych, ale dopiero przywiązanie do barw klubowych wyzwoliło w nich uczucie, które zaowocowało małżeństwem.

A było tak – grupa znajomych, bliższych i dalszych, postanowiła wspólnie chodzić na mecze. Z czasem ekipa się wykruszała, aż pozostali najzagorzalsi fani: Tomasz i Joanna.

– Asia miała kibicowskie korzenie, wcześniej chodziła na stadion Jagiellonii z tatą – mówi Tomasz Organek. – Gdy pozostaliśmy sami, zapytała czy może chodzić na mecze ze mną, bo sama się trochę boi. „No chodź” powiedziałem, a pomyślałem „Nie dość, że policjant, to jeszcze z babą na stadion”. Okazało się, że zna się na piłce, ma tego samego bakcyla i doskonale się rozumiemy. Problem to mam teraz, gdy służbowo chodzę na mecze i nie mogę jej zabierać.

Herb Jagiellonii, który na honorowym miejscu wisi w pokoju policjanta, własnoręcznie wyhaftowała właśnie Joanna. Potem podpisy na nim złożyli piłkarze drużyny, która wywalczyła Puchar Polski. Podczas Euro 2012 st. asp. Tomasz Organek będzie koordynował pracę Spotters Team Polska, grupy policyjnych specjalistów, którzy podczas mistrzostw zajmą się pomocą kibicom. Przygotował już osiem wariantów pracy w zależności od awansów polskiej drużyny.

Paweł Ostaszewski
zdj. z archiwum Tomasza Organka

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)