Informacje

Zdążyć do Franka

Policjanci w kilka minut dotarli na miejsce zdarzenia i natychmiast podjęli akcję ratunkową. Dzięki nim żyje 4,5-letni chłopiec.

  • St. asp. Sylwester Jakubaszek i sierż. sztab. Andrzej Mróz z uratowanym Frankiem
    St. asp. Sylwester Jakubaszek i sierż. sztab. Andrzej Mróz z uratowanym Frankiem
  • Dopiero po zdarzeniu szambo zostało zabezpieczone
    Dopiero po zdarzeniu szambo zostało zabezpieczone

23 kwietnia 2017 r. st. asp. Sylwester Jakubaszek i sierż. sztab. Andrzej Mróz z Posterunku Policji w Żelechowie zabezpieczali na stadionie mecz miejscowej drużyny piłkarskiej. O 18.20 dostali komunikat od dyżurnego KPP w Garwolinie, że na jednej z posesji dziecko wpadło do szamba.

HUŚTAWKA LINĄ RATUNKOWĄ

– Dzień był wyjątkowo ponury, padał śnieg z deszczem – opowiadają policjanci. – Na miejsce zdarzenia dojechaliśmy w 8–9 minut. Teren był ogrodzony. Przed odkrytym szambem, usytuowanym tuż przed wejściem do budynku, było kilka osób. Jedna z nich, klęcząca nad otworem, miała w rękach szpadel, za którego rękojeść usiłował trzymać się chłopiec zanurzony aż po ramiona w ściekach. Robił to z wielkim wysiłkiem, jego rączki ześlizgiwały się.

Liczył się czas. Gazy wydobywające się z szamba, które miało około trzech metrów głębokości, były zabójcze. Dziecko w każdej chwili mogło stracić przytomność i się utopić.

– Otwór do szamba miał kształt kwadratu o wymiarach 50 x 50 cm, żaden z nas nie byłby w stanie się przecisnąć – mówią policjanci.

Ale nie rezygnowali. Znaleźli na podwórku plastikową dziecięcą huśtawkę. Opuścili ją do szamba. 

– Cały czas instruowaliśmy chłopca, jak ma postępować – opowiada st. asp. Sylwester Jakubaszek. – Ponieważ obiema rękami trzymał się rękojeści szpadla, poprosiliśmy, aby najpierw uwolnił jedną i dopiero wtedy złapał nią linkę huśtawki. I żeby tak samo zrobił z drugą ręką. Następnie wytłumaczyliśmy, jak ma się podciągnąć, aby znaleźć się na siedzisku huśtawki. Gdy już się na nią wdrapał, to powoli wyciągnęliśmy go na powierzchnię.

–­ Chłopiec był bardzo dzielny – dodaje sierż. sztab. Andrzej Mróz. – Wprawdzie popłakiwał, ale uważnie nas słuchał i wykonywał wszystkie polecenia.

Mama chłopca, pani Kinga, natychmiast zaniosła go do domu. Umyła, opatuliła kocem. W tym momencie przyjechały – wezwane wcześniej przez dyżurnego KPP w Garwolinie – jednostki Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej oraz karetka pogotowia ratunkowego. Strażacy podali dziecku tlen, przykryli kocem termicznym. Lekarz zadecydował o umieszczeniu malucha w szpitalu. Karetka przewiozła go na stadion, ten sam, na którym  wcześniej policjanci zabezpieczali mecz, skąd śmigłowcem został przetransportowany do szpitala w Warszawie. Na szczęście badania nie wykazały żadnych obrażeń.

BLIŻEJ, CZYLI  SZYBCIEJ  

To, że zdarzenie nie zakończyło się tragedią, należy oczywiście zawdzięczać st. asp. Syl-westrowi Jakubaszkowi i sierż. sztab. Andrzejowi Mrozowi. Ale też strukturze Po-licji. W Żelechowie jest Posterunek Policji. Mieszkańcy mają możliwość bezpośredniego skontaktowania się z policjantami, a w momencie zagrożenia uzyskania szybkiej pomocy.

– Nasi policjanci świetnie znają teren i jego mieszkańców – mówi asp. sztab. Krzysztof  Sągol, kierownik PP w Żelechowie. – Jeśli więc dochodzi do jakiegoś zdarzenia, to na miejscu jesteśmy pierwsi. Tak było, gdy st. asp. Sylwester Jakubaszek i sierż. sztab. Andrzej Mróz wezwani zostali do Franka. Mieli do przebycia niecałe tysiąc metrów, co zajęło  im kilka minut. Ale już załoga z KPP w Garwolinie na dojazd do Żelechowa potrzebuje więcej czasu, odległość wynosi bowiem ponad 20 kilometrów.

Żelechowscy policjanci również pełnią, w systemie trzyzmianowym, całodobową służbę patrolową na terenie miasta.

– Nigdy nie jest tak, żeby nasi mieszkańcy pozostali bez opieki – mówi kierownik posterunku.

MARZENIA FRANKA

– Jestem bardzo wdzięczna policjantom –mówi pani Kinga. – Uratowali życie mojemu synkowi. Było groźnie. Chwytałam synka za rączki, chciałam wyciągnąć go na powierzchnie, ale się wyślizgiwał. Później ktoś wpadł na pomysł ze szpadlem. Bałam się, że syn w każdej chwili może go puścić, był zziębnięty, nasiąknięte ubranie, szczególnie puchowa kurtka, ograniczało jego ruchy.

Franio jest ciekawy wszystkiego, co go otacza, bardzo  ruchliwy, trudno usiedzieć mu w jednym miejscu. Wtedy, gdy doszło do zdarzenia, pani Kinga była z nim i starszą od niego o rok córką z wizytą u znajomych. Przed wyjściem do domu najpierw ubrała chłopca. Niestety, nie poczekał na mamę, wyszedł na zewnątrz. I wtedy właśnie wpadł do szamba. Nie było ono należycie zabezpieczone, zamiast solidnej klapy były zbutwiałe deski. Policja prowadzi wobec właścicielki posesji postępowanie wyjaśniające.

Chłopiec dobrze pamięta wydarzenie. I panów policjantów. Zaraz po wyjściu ze szpitala przyszedł z mamą na posterunek, by im podziękować. Jest wobec nich bardzo otwarty, przyjazny, radosny. I dumny, że są jego znajomymi. Mówi teraz, też chce zostać policjantem, że chce „ratować małych chłopców, co wpadają w dziurę”.

ICH MAŁE OJCZYZNY

St. asp. Sylwester Jakubaszek pięć lat służył w KPP w Otwocku. Gdy na świat przyszły dzieci, dziś 17-letnia Milena i 13-letnia Ola, przeniósł się do jednostki w Żelechowie.  Służy tu 14 lat, obecnie w zespole kryminalnym.

– Tu jest moje miejsce, mój dom – podkreśla.

Pan Sylwester zna też doskonale dzieje Żelechowa. Historia to jego pasja, interesuje się nią od lat.

Sierż. sztab. Andrzej Mróz w Policji służy 19 lat. Od dwóch lat w PP w Żelechowie jest dzielnicowym. Nie wstydzi się powiedzieć, że kocha Żelechów i całą ziemię garwolińską. Jest żonaty, ma 15-letnie córki bliźniaczki, Emilię i Weronikę. Lubi spacery i pływanie.

GRAŻYNA BARTUSZEK
zdj. Andrzej Mitura

 
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)

Data publikacji 21.06.2017

Nasze galerie

?

?

?

?

?

Wiadomości z policja.pl