Seksbiznes

Zwalczaniem handlu ludźmi, w tym kobietami werbowanymi do uprawiania prostytucji, zajmują się wyspecjalizowane zespoły działające w Policji, Straży Granicznej, Urzędzie ds. Cudzoziemców, wspierane przez organizacje pozarządowe, jak Fundacja Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu La Strada. Mimo że odnoszą sukcesy, grupy przestępcze, które zajmują się tym procederem, wciąż działają. Przed Euro 2012 na wielkie zarobki szykują się agencje towarzyskie i szajki zarządzające prostytutkami przydrożnymi.

Istnieją obawy, że w czasie piłkarskich mistrzostw Europy liczba kobiet uprawiających prostytucję wzrośnie zarówno o panienki polskiego pochodzenia, jak i te z Ukrainy, która od dawna jest głównym zapleczem dla agencji towarzyskich w Polsce.

POLSKO UKRAIŃSKI BIZNES

W lutym br. na wniosek tarnowskiej prokuratury sąd aresztował sześć osób, którym postawiono zarzuty o handel ludźmi oraz pomocnictwo w nakłanianiu do prostytucji i czerpanie zysków z nierządu.

– Zaczęło się od pomocy prawnej, której udzieliliśmy prokuraturze ze Lwowa. Kilka miesięcy później do lwowskiego sądu został skierowany akt oskarżenia przeciwko Ukraince zajmującej się werbowaniem kobiet do uprawiania nierządu w Polsce. Ze śledztwa tamtejsza prokuratura wyłączyła część materiałów dotyczących sześciorga obywateli polskich i przysłała do nas z wnioskiem o wszczęcie postępowania – mówi prokurator Elżbieta Potoczek Bara z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.

Biznes działał od kilku lat. Ukrainka szukała kandydatek do podkarpackich agencji towarzyskich w pobliżu Lwowa. Młodym dziewczynom obiecywała, że zostaną tancerkami, starszym – pracę w zamożnych domach. Z przejścia granicznego odbierali dziewczyny polscy wspólnicy i przewozili je do Tarnowa. Tu odbierano im paszporty i trafiały do agencji towarzyskich prowadzonych przez Katarzynę M. i Roberta L. Przykrywką dla agencji towarzyskiej była autentyczna działalność gospodarcza tej pary, w ramach której mogli legalnie zatrudniać cudzoziemki. Usługi seksualne reklamowali w prasie i w internecie, a świadczone były w specjalnie wynajętych domu i mieszkaniu. System monitoringu w tych zamaskowanych burdelach powodował, że kobiety były pod stałą kontrolą „pracodawców”.

– W ten sposób przez dziesięć lat trafiło do Polski kilkadziesiąt Ukrainek – mówi prokurator Elżbieta Potoczek Bara. – Organizatorzy tego procederu zarobili około 5,5 miliona złotych.

ZORBA I INNI

Jak intratny jest to proceder, pokazał kilka lat wcześniej pewien Grek, który z pomocą przestępców z Podkarpacia zwerbował i sprzedał do greckich domów publicznych kilkadziesiąt kobiet. Przy okazji zorganizowane grupy przestępcze wysyłały do Grecji amfetaminę, marihuanę i ecstasy, a także broń. Przez kolejne lata na Podkarpaciu powstawały i rozwijały się agencje towarzyskie.

Działały pod szyldami klubów nocnych, moteli i hotelików. Szefowie osobiście werbowali kandydatki do pracy, szukając ich wśród młodych bezrobotnych kobiet, żyjących w trudnych warunkach materialnych, często skłóconych z rodzinami lub mających konflikt z prawem. Jednak głównym rynkiem pozyskiwania lub wręcz kupowania kobiet była Ukraina. Ceny, jakie płacili tamtejszym mafiosom dostarczającym kandydatki, były różne, w zależności od urody i kwalifikacji kobiet, i oscylowały w przedziale 1500 do 4000 złotych za osobę.

PRACOWNICE I NADZORCY

Podkarpackie agencje towarzyskie działały według klasycznej struktury zorganizowanej grupy przestępczej. Na czele stał szef i to on przyjmował do pracy (werbował, kupował) prostytutki i wszystkich innych pracowników agencji. Jeżeli szef był tylko cichym wspólnikiem, to jego zastępcą był prawdziwy właściciel lokalu. Wspólnie ustalali grafik pracy panienek, decydowali o wysokości wypłat dla nich oraz o karach, głównie finansowych, za przewinienia dyscyplinarne, a także o ewentualnych zniżkach dla klientów i o egzekucji pieniędzy od zadłużonych.

Niżej w hierarchii byli barmani. Prowadzili oni ewidencję usług świadczonych przez prostytutki i pobierali od klientów pieniądze. Oni również podejmowali decyzje w sprawie tzw. wyjazdówek, czyli usług świadczonych poza agencją. Obsługiwali telefon kontaktowy agencji, informując klientów o cenach i opisując dziewczyny, które są do dyspozycji. Koordynowali współpracę z innymi agencjami, działającymi w ramach tej samej grupy przestępczej. Barmani utrzymywali stały kontakt telefoniczny z szefem, informując go na bieżąco o sytuacji i wykonując wszelkie jego polecenia, a po każdej nocy telefonicznie zdawali mu raport.

Barmani wydawali polecenia stojącym niżej w hierarchii grupy ochroniarzom i współpracującym taksówkarzom. Ochroniarze często rekrutowali się spośród pseudokibiców, zwłaszcza z bojówek szalikowców. Ich zadaniem było pilnowanie porządku i interweniowanie w przypadkach awantur z klientami, zajmowali się też rozwożeniem prostytutek na „wyjazdówki”, gdzie ustalali z klientami warunki i pobierali pieniądze. Współdziałający z agencjami taksówkarze przywozili zwerbowanych przez siebie klientów. Za każdego dostawali około 40 zł. Podobne korzyści otrzymywali współpracujący z agencją recepcjoniści z hoteli.

PROSTYTUTKI, NARKOTYKI, BROŃ

Nad sprawą o kryptonimie „Zorba” (pisaliśmy o niej w marcu 2009 r. – „Kupię dziewczyny, sprzedam broń”) policjanci zarówno z podkarpackiego CBŚ, jak i Wydziału Kryminalnego KWP w Rzeszowie pracowali ponad dwa lata. Obserwowali strukturę, mechanizmy, gromadzili dowody. W efekcie ich pracy w latach 2007–2010 zatrzymano w sumie, podczas kilku etapów realizacji, 57 podejrzanych, którym przedstawiono łącznie 136 zarzutów, w tym 50 z art. 258 par. 1 k.k., 7 z art. 258 par. 3, 6 z art. 253 k.k., 4 członków tej grupy to obywatele Ukrainy. Sąd zastosował łącznie 50 aresztów, 22 dozory policyjne, 35 poręczeń majątkowych na łączną kwotę 615 000 złotych.

Policjanci na terenie Rzeszowa i okolic zlikwidowali działalność 7 agencji towarzyskich, zabezpieczono ponad 6 kg marihuany i ponad pół kilograma amfetaminy, 15 jednostek broni palnej, ponad 1500 sztuk amunicji, materiały wybuchowe. Na poczet kar i grzywien zabezpieczono do sprawy mienie przestępców o łącznej wartości ponad 6 milionów złotych. Postępowanie sądowe trwa od 2008 roku. Część oskarżonych dobrowolnie poddała się karze, wobec głównych oskarżonych proces jeszcze trwa.

BUŁGARSKIE „GRACJE”

Prostytucję przydrożną opanowały grupy bułgarskie. Spośród werbowanych w Bułgarii kobiet młodsze i ładniejsze są sprzedawane do agencji towarzyskich w Polsce i innych krajach Europy, pozostałe przekazywane grupom działającym w rejonach przydrożnych. Prostytutki czekają na klientów na parkingach, w zajazdach, przy drogach. Za ich pracę odpowiadają rezydenci, zwykle obywatele Bułgarii od lat przebywający w Polsce, często na stałe. Co jakiś czas, dla zachowania większej anonimowości, wymieniają prostytutki między podległymi sobie rejonami. Około 35 proc. zarobionych pieniędzy przekazują przez kurierów bossom mieszkającym na stałe w Bułgarii.

Grupy organizujące prostytucję przydrożną szczególnie upodobały sobie trasy w pobliżu zachodniej granicy. Walka z nimi jest dla Policji bardzo trudna, ponieważ do zebrania dowodów na handel ludźmi niezbędne są zeznania samych ofiar. Tymczasem prostytutki, nawet jeśli były skrzywdzone, nie chcą mówić w obawie przed zemstą.

Sprawa, którą w 2010 roku rozpracował lubuski CBŚ, była trudna. Grupy bułgarskie były niezwykle hermetyczne, a ich członków łączyły więzi klanowe. W kontaktach telefonicznych członkowie grupy posługiwali się wyłącznie językiem bułgarskim, w dodatku w wersji dialektu tureckiego, co uniemożliwiało wykorzystanie podsłuchu telefonicznego.

Sprawa o kryptonimie „Gracja” ruszyła naprzód dopiero, kiedy gorzowskim policjantom udało się przekonać jedną z ofiar do złożenia zeznań. Przygotowano się do tego z najwyższą ostrożnością, kobietę w tajemnicy przed rodziną sprowadzono z Bułgarii, wykonując wiele czynności maskujących prawdziwy powód jej przybycia, a w Polsce objęto ją ochroną Policji.
Dzięki jej zeznaniom oraz innym dowodom udało się zatrzymać 7 osób, którym prokuratura postawiła w sumie 46 zarzutów o czyny z art. 258 par. 1 k.k., 189a par. 1 k.k., 204 par. 1 i 2 k.k.

Przy realizacji tej sprawy z Centralnym Biurem Śledczym i KWP w Gorzowie Wielkopolskim ściśle współpracował, udzielając pomocy przy potwierdzaniu tożsamości osób, autentyczności dokumentów czy legalności pojazdów, bułgarski oficer łącznikowy akredytowany w Polsce Slavcho Vasev.

JAK HYDRA

Seksbiznes jest wciąż tak wielkim źródłem dochodu grup przestępczych, że walka z nim przypomina walkę z wiatrakami. Problem leży nie tylko w kwestii prawnej czy administracyjnej.

– Jak możemy skutecznie zwalczać handel ludźmi w celach prostytucji, skoro funkcjonowanie agencji towarzyskich nie jest społecznie potępiane? – mówi podinsp. Monika Sokołowska z Centralnego Zespołu do zwalczania Handlu Ludźmi KGP. – Klientami agencji są przedstawiciele wszystkich zawodów i środowisk. Na wielu imprezach firmowych czy wieczorach kawalerskich standardem są striptizy czy usługi prostytutek. Ekskluzywne agencje nastawione na klientelę z wyższej półki są reklamowane za granicą, mają nawet swoje strony internetowe. Dopóki istnieje popyt, będzie istniał seksbiznes.

Elżbieta Sitek
zdj. Andrzej Mitura

Zabawa w kotka i myszkę

Nie bez przyczyny prostytucję określa się mianem najstarszego zawodu świata. Była, jest, będzie. Na to nie poradzi nikt. Pytanie tylko, na ile można ograniczyć tzw. przestępczość okołoprostytucyjną – czerpanie zysków z nierządu, handel żywym towarem itd.?

400 tys. wizytówek reklamujących usługi seksualne zarekwirowanych w jednej z warszawskich agencji towarzyskich – to swego rodzaju rekord, ale i przykład skali zjawiska, o jakim mowa. 20 lat temu agencje towarzyskie w Warszawie zatrudniały więcej osób niż jakikolwiek legalny pracodawca. W największym wówczas działającym zakładzie – Hucie Lucchini – pracowało około 10 tys. ludzi. Panienek, przy ostrożnych szacunkach, było o 2–3 tys. więcej. W centrum miasta nie sposób było choć na chwilę zaparkować, by nie mieć wetkniętych za wycieraczkę wizytówek reklamówek z „dziewczynkami”.

DZIAŁANIA WZMOŻONE

Po 2005 roku sytuacja nieco się zmieniła. Śp. Lech Kaczyński, ówczesny prezydent Warszawy, domagał się od stołecznej policji wzmożonych działań przeciwko agencjom towarzyskim.

– Polegały one na częstszych kontrolach w agencjach i sprawdzaniu, kto tam przebywa, czy dziewczyny trudniące się prostytucją robią to z własnej woli, czy są do tego przymuszane – mówi oficer z Wydziału Kryminalnego KSP. – Z reguły agencje reklamowały się jako salony masażu, dlatego w kontrolach brali też udział urzędnicy ratusza, którzy sprawdzali, czy lokal jest zarejestrowany jako miejsce wykonywania działalności gospodarczej, ma odpowiednie wyposażenie. Tego rodzaju działania przy-niosły pewne rezultaty, choć nie do końca zgodne z oczekiwaniami. Liczba agencji zmniejszyła się z około 120 do mniej więcej 90 obecnie i większość z nich nie reklamuje się już tak nachalnie, jak wcześniej, ale nie oznacza to, że udało nam się w Warszawie ograniczyć zjawisko prostytucji.

PRYWATKI

Część agencji towarzyskich pozostała wierna ulotkom, ale obecnie podstawowym sposobem reklamowania się są ogłoszenia na portalach internetowych. Zniknęły z okien czerwone zasłony, a z drzwi i domofonów serduszka.

– Można powiedzieć, że właściciele agencji wyedukowali się i zaczęli prowadzić „biznes” w inny sposób – mówi oficer Wydziału Kryminalnego KSP.

Oprócz tradycyjnych agencji towarzyskich, zatrudniających po kilka dziewczyn i czynnych praktycznie całą dobę, pojawiły się tzw. prywatki, czyli mieszkania oficjalnie wynajmowane przez 2–3 prostytutki już nie jako salony masażu, a prywatne lokale. Wystrój wnętrz jest odmienny – ma nasuwać skojarzenia z przytulnym kątkiem, a nie z zamtuzem. Dziewczyny pracują zwykle między 10.00 a 22.00, by klienci nie zakłócali ciszy nocnej. Umawiają się przez telefon, ale numer mieszkania podają dopiero po kolejnym telefonie, który klient wykonuje już przed klatką schodową. Jeśli dziewczyna uzna, że coś nie gra, po prostu odmawia. To sprawia, że „prywatki” nie rzucają się tak w oczy, jak agencje towarzyskie. Niejednokrotnie mieszkańcy bloku nie zdają sobie sprawy z tego, czym zajmują się ich sąsiadki.

WIEDZA JEST, DOWODU BRAK

Także Policji trudniej skontrolować, co dzieje się w takim mieszkaniu.

– Zdajemy sobie sprawę, że prostytutki z „prywatek” nadal opłacają się swoim „opiekunom”, ale udowodnienie tego jest jeszcze trudniejsze, niż miało to miejsce w przypadku agencji towarzyskich – mówi oficer Wydziału Kryminalnego KSP. – W agencjach można było czasami znaleźć notatki z rozliczeniami i na tej podstawie próbować doprowadzić do oskarżenia osób czerpiących zyski z prostytucji, choć prokuratorzy odnosili się do takich dowodów z rezerwą i pewno wystarczyłoby palców obu dłoni do policzenia spraw, w których dochodziło do oskarżenia. W przypadku „prywatek” nawet o tym nie ma mowy. I dziewczyny, i „opiekunowie” stali się ostrożniejsi. Nie mamy prawa do zastosowania prowokacji, zatem jedyną możliwość udowodnienia czerpania zysków z prostytucji mamy wówczas, kiedy osoba biorąca udział w procederze, a więc dziewczyna czy telefonistka, z jakichś przyczyn zechce mówić. Ale to się praktycznie nie zdarza, a nawet jeśli już, to za kilka dni taka osoba odwołuje swoje zeznania. Sytuacja przypomina zabawę w kotka i myszkę.

Sposób ogłaszania się w internecie (jedna dziewczyna dysponuje kilkoma telefonami) oraz szybkość, z jaką prostytutki zmieniają miejsca pobytu (mieszkania na „prywatki” wynajmowane są góra na kilka miesięcy) sprawiają, że trudno nawet określić, ile kobiet w Warszawie trudni się obecnie najstarszym zawodem.

– Wiemy natomiast, z jakich województw najczęściej przyjeżdżają do Warszawy: podlaskiego, lubelskiego, śląskiego, podkarpackiego – mówi oficer Wydziału Kryminalnego KSP. – Zmieniły się też proporcje narodowościowe. Dawniej około 60 proc. prostytutek w Warszawie stanowiły kobiety ze Wschodu, głównie z Ukrainy, Białorusi, Bułgarii. Teraz przeważają Polki.

Przemysław Kacak

W drukowanym wydaniu „Policji 997” piszemy także o historii prostytucji na świecie i w Polsce oraz o tym, co na to prawo – w Polsce i w Europie

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)