To będzie smutne święto

Wywiad z gen. bryg. Marianem Janickim, szefem Biura Ochrony Rządu

  • Pod obeliskiem ku czci poległych na służbie funkcjonariuszy BOR codziennie płoną znicze
    Pod obeliskiem ku czci poległych na służbie funkcjonariuszy BOR codziennie płoną znicze

W katastrofie pod Smoleńskiem zginęło 9 funkcjonariuszy BOR. Czy tylu ochrania prezydenta na co dzień, czy też tylko podczas podróży?

– Szczegółowe informacje dotyczące ochrony głowy państwa są niejawne, więc nie mogę ich podać. Powiem tylko, że w tym konkretnym przypadku na pokładzie samolotu było pięciu funkcjonariuszy z ochrony osobistej prezydenta, jeden ochraniający jego małżonkę, jeden chroniący prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, stewardesa, będąca naszą funkcjonariuszką, oraz pułkownik Jarosław Florczak, zastępca szefa zarządu BOR, który nadzorował całą grupę i był także koordynatorem wszystkich działań związanych z ochroną.

Byli także funkcjonariusze BOR, którzy polecieli wcześniej i czekali na lotnisku. To oni znaleźli ciało prezydenta. Media donoszą, że utworzyli kordon, nie dając dostępu służbom rosyjskim, że użyli broni. I że zostali za to ukarani. Jak Pan to skomentuje?

– Wbrew temu, co pisały gazety, oficerowie BOR nie mogli utworzyć kordonu, bo było ich tylko dwóch. Nie musieli też używać broni na miejscu tragedii. Żaden z nich nie został zawieszony ani ukarany, wręcz przeciwnie, ich zachowanie zyskało wielkie uznanie kierownictwa BOR oraz naszych przełożonych.

Co należy do zadań funkcjonariuszy BOR na pokładzie samolotu? Na co mają wpływ, a na co nie?

– W marcu 2008 roku zostało podpisane porozumienie między dowództwem sił powietrznych a Biurem Ochrony Rządu określające podział zadań na pokładzie statków powietrznych, którymi podróżują osoby ochraniane przez BOR. Nie wchodząc w szczegóły, mogę powiedzieć, że do funkcjonariuszy BOR należy zabezpieczenie recepcyjne osób ochranianych oraz, w sytuacjach nadzwyczajnych, ewakuacja pasażerów. Przykładem działania BOR w takiej sytuacji był w 2003 roku wypadek śmigłowca, którym leciał premier Leszek Miller. Nasi oficerowie, gdy już wiadomo było, że śmigłowiec będzie lądował awaryjnie, zabezpieczali premiera, aby odniósł jak najmniejsze obrażenia. Po wypadku, mimo że sami bardzo mocno ucierpieli, ewakuowali wszystkich pasażerów. Stewardesa miała uszkodzone kręgi szyjne, ale dobiegła do drogi, aby wskazywać miejsce katastrofy nadjeżdżającym karetkom pogotowia i straży pożarnej. Dopiero gdy wszyscy pasażerowie byli bezpieczni, funkcjonariusze BOR pozwolili się zabrać do szpitala. Wszyscy mieli poważne obrażenia, jeden z nich, który był zakleszczony miedzy fotelem a przeciekającym zbiornikiem paliwa, miał złamaną miednicę. Natomiast chcę wyraźnie zaznaczyć, że BOR nie ma najmniejszego wpływu ani na listę pasażerów, ani na przebieg lotu. To nie należy do naszych kompetencji.

(...)

10 kwietnia BOR poniósł największą stratę w swojej 86-letniej historii. Jak znacząca jest to wyrwa w Waszym stanie osobowym? Jaki to ma wpływ na dalsze funkcjonowanie formacji?

– Ta strata jest wielka nie tylko w kategorii liczb. Jest to dla nas przede wszystkim ogromna strata jakościowa. To byli nasi najlepsi ludzie, znakomicie wyszkoleni, znający po kilka języków, praktycy, którzy brali udział w najtrudniejszych misjach w strefach działań wojennych. Wyszkolenie funkcjonariusza do tego poziomu, jaki oni reprezentowali, wymaga 5–8 lat. Kilku z nich miało właśnie zostać instruktorami, aby szkolić następców. I w tym znaczeniu strata jest niepowetowana.

(...)

W jaki sposób pomagacie rodzinom tragicznie zmarłych?

– Od pierwszych godzin po katastrofie otoczyliśmy rodziny opieką najlepiej jak umieliśmy. Każdej rodzinie przydzielony został opiekun, na ogół był to kolega zmarłego, ktoś, kogo ta rodzina znała, aby pomagał we wszystkich sprawach. Przydzieliliśmy do dyspozycji rodzin samochody z kierowcami, zapewniliśmy pomoc psychologów i lekarzy. Szybko wypłaciliśmy zapomogi i odszkodowania. Ośmioro dzieci zostało z dnia na dzień sierotami, kilka kobiet wdowami, osieroceni rodzice nie mogą się dźwignąć po stracie dzieci. To są wielkie osobiste tragedie. Chcemy wspierać ich wszystkich także wtedy, gdy skończy się czas żałoby. Rozpocząłem prace mające na celu powołanie fundacji. Podobnej do tej, jaka od lat działa w Policji. Ale przepisy się zmieniły i nie da się wprost skorzystać z tego wzoru, więc na razie pracują nad tym prawnicy. Pierwszym poległym w służbie funkcjonariuszem BOR był por. Bartosz Orzechowski, który zginął w październiku 2007 roku w zamachu terrorystycznym w Iraku, ochraniając ambasadora generała Edwarda Pietrzyka.

(...)

12 czerwca Biuro Ochrony Rządu obchodzi swoje święto. W tym roku po raz 86. To będzie smutne święto…

– Niestety, tak. Planowaliśmy koncert polskich artystów na stadionie Gwardii, piknik dla rodzin i inne atrakcje. W sytuacji tak wielkiej żałoby ograniczamy się tylko do uroczystości na Zamku Królewskim, gdzie odbędzie się promocja 42 oficerów, ślubowanie 50 nowo przyjętych i apel poległych. Uczcimy zmarłych, uroczyście przyjmiemy nowych. I będziemy nadal wykonywać swoje obowiązki…

Dziękuję za rozmowę.
Elżbieta Sitek
zdj. Andrzej Mitura

Jest to fragment artykułu. Całość w tradycyjnej, drukowanej wersji miesięcznika „Policja 997”.

Wszystkim funkcjonariuszom Biura Ochrony Rządu z okazji Ich święta redakcja „Policji 997” życzy jak najwięcej spokoju w służbie i pomyślności w życiu osobistym.

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)