Mandat dla policjanta

Policjant podejmujący interwencję nawet w czasie prywatnym staje się policjantem na służbie. A jeśli w tym czasie zdarzy się nieprzewidziany wypadek?

Podkom. Tomasz Sławiński, funkcjonariusz Biura Kryminalnego KGP, wracał wraz z żoną z Warszawy do swojego domu w Mińsku Mazowieckim późnym wieczorem. Przy wjeździe do miasta z podporządkowanego pasa dla włączających się do ruchu nagle z impetem wjechał na jego pas ruchu opel kalibra, uderzając w bok auta prowadzonego przez Sławińskiego. Kierowca opla nawet się nie obejrzał, z piskiem opon pognał dalej, nie zważając na znaki.

POŚCIG ZA PIRATEM

– Obawiałem się, że może spowodować kolejną kolizję lub poważny wypadek. Nie oglądałem uszkodzeń swojego samochodu, upewniłem się tylko, że auto jest na chodzie. Zadzwoniłem pod numer 112, przedstawiłem się i poinformowałem dyżurnego o zdarzeniu. Powiedziałem, w jakim kierunku uciekł sprawca i że podejmuję za nim pościg – opowiada policjant.

Opel skręcił w boczną ulicę, ścigający go policjant za nim. Z niewiadomej przyczyny opel zatrzymał się nagle. Sławiński również zaczął hamować. Niestety, jego auto wpadło w poślizg na błocie pośniegowym i uderzyło w bok opla, który stał zaryty w zaspie śniegu.

– Zobaczyłem, że kierowca opla wyskakuje z auta i chce uciekać. Wybiegłem i zdążyłem zatrzymać go przy samochodzie. To był młody człowiek, około dwudziestoletni. Dwóch innych w podobnym wieku siedziało w samochodzie. Jeden z nich zaczął mnie prosić: „Porozmawiajmy, dogadajmy się, niech pan nie woła policji” – opowiada Tomasz Sławiński.

– Żadnego dogadywania nie będzie. Źle trafiliście. My jesteśmy policjantami – powiedziała na to żona Sławińskiego, również funkcjonariuszka.

Chwilę później nadjechał radiowóz z załogą policyjną z KPP w Mińsku. Na wniosek podkom. Sławińskiego policjanci zbadali trzeźwość całej trójki. Okazało się, że kierowca miał promil alkoholu we krwi i nie posiadał prawa jazdy. Jego kolega miał prawo jazdy, ale również był nietrzeźwy, drugi był trzeźwy, ale nie miał prawa jazdy. Ten ostatni był prawdziwie wystraszony, powiedział policjantom, że bał się podczas jazdy i prosił kolegę, żeby zwolnił, albo się zatrzymał.
Wkrótce przyjechał patrol drogówki i rozpoczęły się standardowe działania na miejscu kolizji. Ponieważ uczestniczył w niej funkcjonariusz Policji, wezwano również oficera kontrolnego. Podkom. Sławińskiego poddano badaniu alkomatem. Był trzeźwy.

Wszystko odbywało się zgodnie z procedurą i do tego momentu podkom. Sławiński nie zgłasza żadnych zastrzeżeń. Wzbudziła je dopiero decyzja o ukaraniu go mandatem 300-złotowym za spowodowanie kolizji. Odmówił przyjęcia, postanowił odwołać się do sądu.

– Jestem policjantem od 15 lat. Uczono mnie, że mam obowiązek podjąć interwencję, kiedy widzę przestępstwo, wykroczenie czy zagrożenie. Podjąłem interwencję, wcześniej oficjalnie zgłosiwszy to dyżurnemu. Byłem od tego momentu na służbie, czy nie? – pyta retorycznie. On sam nie ma wątpliwości. Bo policjantem jest się zawsze.

– Policjant powinien podjąć interwencję, jeśli widzi działania niezgodne z prawem – mówi podinsp. Krzysztof Choiński, dyrektor Biura Prawnego Komendy Głównej Policji. – To wynika z roty ślubowania. Z chwilą, gdy już tę interwencję podejmie, działa w ramach ustawy o Policji. Ze wszystkimi konsekwencjami, także z ochroną prawną.

(...)

Sąd Rejonowy w Mińsku Mazowieckim uznał Tomasza Sławińskiego za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu z art. 86 par. 1 k.w., ale na podstawie art. 39 par. 1 k.w. („w wypadkach zasługujących na szczególne uwzględnienie można – biorąc pod uwagę charakter i okoliczności czynu lub właściwości i warunki osobiste sprawcy – zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary albo odstąpić od wymierzenia kary lub środka karnego”) w zw. z art. 33 par. 3 p. 3 k.w. (organ orzekający wziął pod uwagę „działanie z pobudek zasługujących na uwzględnienie”) odstąpił od wymierzenia kary.

(...)

– W opisanym przypadku policjant działał w stanie wyższej konieczności. Ten przepis mogli zastosować policjanci ruchu drogowego na miejscu zdarzenia – mówi podinsp. Armand Konieczny, naczelnik Wydziału Analiz Biura Ruchu Drogowego KGP. – Bo szkoda, którą spowodował w czasie pościgu funkcjonariusz, była o wiele mniejsza niż fakt, że zatrzymał pijanego kierowcę. Czyli przestępcę.

Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że Tomasz Sławiński zapobiegł poważnym skutkom prowadzenia samochodu przez pijanego kierowcę.
Naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim kom. Piotr Wojda uważa, że skierowanie sprawy do sądu było rozwiązaniem optymalnym.

– Gdyby policjanci chcieli zastosować jedynie pouczenie, mogliby się narazić na zarzut, że działają po koleżeńsku – tłumaczy. – Kolizja była przecież faktem. Nie mogli też uznać, że zaistniał stan wyższej konieczności i zastosować art. 16 k.w., ponieważ policjant nie przyznawał się do winy. Skierowanie sprawy do sądu było więc najlepszym rozwiązaniem.

Dyrektor Biura Prawnego KGP podinsp. Krzysztof Choiński nie zgadza się z tą opinią. Uważa, że ponieważ w tym przypadku nie zaistniał element społecznej szkodliwości czynu, to nie było wykroczenia. A skoro go nie było, to nie było się do czego przyznawać. Policjanci nie umieli właściwie zinterpretować przepisów kodeksu wykroczeń.

Sąd uznał inaczej i trzeba to uszanować. Tomasz Sławiński nie czuje się do końca usatysfakcjonowany. Jednak postanowił nie odwoływać się od tego wyroku. Mimo że nie poniesie żadnych konsekwencji, uznanie go za winnego uważa za niesprawiedliwe. A można było tego uniknąć...

Elżbieta Sitek
ilustracja Krzysztof Zaczkiewicz

Jest to fragment artykułu. Całość w tradycyjnej, drukowanej wersji miesięcznika „Policja 997”.

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)