Warto żyć marzeniami

Opowieść (w pięciu aktach z prologiem i epilogiem) o tym, że trzeba mieć w życiu pasję, nawet jeśli jest się twardym gliną z wydziału zabójstw.

  • Anna Lenczewska (Zofia Sakłak) i Robert Żurek (komisarz Marek Sakłak) w sztuce „Fabryka”
    Anna Lenczewska (Zofia Sakłak) i Robert Żurek (komisarz Marek Sakłak) w sztuce „Fabryka”
  • Rolę córki zaginionego małżeństwa zagrała Ola Skóra, córka nadkomisarza Skóry
    Rolę córki zaginionego małżeństwa zagrała Ola Skóra, córka nadkomisarza Skóry
  • Przemysław Sejmicki wcielił się w sierżanta Andrzeja Żyłę, kolegę Sakłaka z fabryki
    Przemysław Sejmicki wcielił się w sierżanta Andrzeja Żyłę, kolegę Sakłaka z fabryki
  • W Tarnowskim Teatrze im. Solskiego w sztuce nadkom. Skóry zagrali jego przyjaciele – aktorzy tej sceny (na zdj. Robert Żurek)
    W Tarnowskim Teatrze im. Solskiego w sztuce nadkom. Skóry zagrali jego przyjaciele – aktorzy tej sceny (na zdj. Robert Żurek)

Prolog: gdy piątek z Pankracym, to niedziela w pracy

„Łapy, łapy, cztery łapy, a na łapach pies kudłaty. Kto dogoni psa, kto dogoni psa?” – ten dzwonek w komórce komisarza Marka Sakłaka doprowadza jego żonę Zofię do białej gorączki. Piosenka z programu dla dzieci „Piątek z Pankracym” oznacza bowiem, że dzwonią z fabryki, jest robota i trzeba się zbierać. Nieważne, że jest niedziela i że ma się akurat (wyjątkowo!) wolne i całkiem inne plany...

Tak zaczyna się sztuka „Kto dogoni psa?” autorstwa nadkom. Marcina Skóry, naczelnika Sekcji Kryminalnej KMP w Tarnowie i warszawskiego aktora Marcina Kwaśnego. Można ją obejrzeć w stołecznym Teatrze Ochoty. Niezapomniane wrażenia gwarantowane.

Akt pierwszy: jak przetrwać w gastronomiku

Miał być kucharzem, ale po technikum gastronomicznym ledwo umie zrobić jajecznicę i nie przypalić wody na herbatę. Sposobem na przetrwanie w tej szkole był teatr, do którego miłość zaszczepiła mu polonistka. Robili przedstawienia i konkursy recytatorskie, więc upiekło mu się to i owo. Nauczycielka namawiała, by zdawał do szkoły aktorskiej, ale się nie odważył. Strach, że umie za mało, nie pozwalał spróbować.

– Nie miałem w sobie dość przebojowości, nie zdecydowałem się na ten krok – mówi nadkom. Marcin Skóra, policjant z 16-letnim stażem, od czterech lat naczelnik tarnowskich kryminalnych.

Ale wciąż ciągnie go do sceny – trudno, żeby było inaczej, skoro mieszka dwa kroki od Tarnowskiego Teatru im. Ludwika Solskiego. Jest tam na każdej premierze, w garderobie czuje się jak u siebie i z aktorami ma przyjacielskie stosunki. Za ich namową zaczął pisać, a ma o czym, bo, jak wielokrotnie się już przekonał, najlepsze pomysły na scenariusze podsuwa życie. Jego życie.

(...)

O tym, że Skóra lubi działać niekonwencjonalnie, mówi też inna historia: kiedy po Tarnowie grasowała szajka napadająca na kobiety, przebrał dwóch swoich wywiadowców za panie w średnim wieku. Ich charakteryzację zapewnili oczywiście pracownicy teatru Solskiego. Przestępcy dali się nabrać i to ich zgubiło. Byli mocno zaskoczeni, gdy zaatakowaną damą okazał się krzepki gliniarz.

– Nie bądźmy schematyczni – mówi tarnowski policjant. – Dziwne na pozór metody, jak widać, dają efekt. Na szczęście u przełożonego mam ogromne wsparcie dla tych szaleństw.

Akt trzeci: jak przeżyć szum medialny

A potem powstał tekst pt. „Fabryka”. Skóra woli mówić „tekst” niż sztuka, bo, jak podkreśla, nie jest przecież dramaturgiem. Dyrektor Solskiego Edward Żentara (w „Fali zbrodni” grał generała Policji Jerzego Sieradzkiego) powiedział mu, że jeśli chce wystawić „Fabrykę” u niego, musi najpierw znaleźć sponsorów. I znalazł.

(...)

W Tarnowie przedstawienie odniosło komercyjny sukces i lawina medialna ruszyła, porywając Skórę ze sobą. Przyznaje, że go to przerosło, żałował potem, że nie pisał pod pseudonimem. Nie spojrzano bowiem na „Fabrykę” jak na debiut kogoś, kto chciał spróbować swych sił na scenie, lecz opisywano zjawisko „policjant piszący”, jakby to był nie wiadomo jaki ewenement.

– Sława mi niepotrzebna, kocham swoją pracę i za cenę tego, że mnie gdzieś w telewizji pokażą, nie chcę jej stracić – mówi.

Akt czwarty: jak wydobyć potencjał

Jednak przed sławą trudno uciec. Do nadkom. Marcina Skóry zadzwonił aktor Marcin Kwaśny z prośbą o tekst „Fabryki”. Przeczytał go i dostrzegł w nim potencjał.

Podobało mu się zwłaszcza to, że pokazuje, jak naprawdę wygląda praca policjantów. Uznał, że warto z tego zrobić sztukę – ale najpierw trzeba było wprowadzić w tekście trochę zmian. Po przeróbkach aktor, syn tarnowskiego policjanta w stanie spoczynku, wysłał tekst swojemu tacie i autorowi – obu się spodobał. I tak „Fabryka”, pod tytułem zmienionym na „Kto dogoni psa?”, zawitała do stolicy. W głównego bohatera, policjanta Marka Sakłaka, wcielił się Marcin Kwaśny, jednocześnie producent spektaklu. Pozostałe role grają: Krzysztof Chudzicki, Edyta Herbuś i Bogusław Kaczmarczyk. Sztukę reżyseruje Marek Stacharski – to jego debiut teatralny, do tej pory był reżyserem filmowym. Patronat medialny nad projektem objął nasz miesięcznik.

Akt piąty: jak żyć z traumą

O czym może pisać glina?

– Szkielet, na którym zbudowałem tekst, jest prawdziwy, to moja historia, która się wydarzyła niemal dziewięć lat temu – mówi nadkom. Skóra. – Po tylu latach nadal ostatnie minuty zdarzenia jestem w stanie opisać ze szczegółami. To jedna z większych moich porażek zawodowych – bo piszę głównie o porażkach.

Skóra prowadził sprawę zaginięcia pewnego małżeństwa, siostry i szwagra jednego z tarnowskich policjantów. Gdy okazało się, że zabójcą jest zgłaszający zaginięcie funkcjonariusz, ten, na oczach Skóry, strzelił sobie w głowę ze służbowej broni. Wcześniej zabił z niej siostrę i jej męża.

– Pisanie jako rodzaj autoterapii? – zastanawia się nadkomisarz. – Pewnie tak, i prawdopodobnie dość nieudacznej. W moim bohaterze, komisarzu Marku Sakłaku, na pewno jest część mnie, moje przemyślenia i stany psychiczne podrasowane w jakiś sposób. Ten tekst to nie laurka dla Policji, pokazuje, że nie jesteśmy ani bohaterami, ani zepsutymi draniami – jesteśmy zwykłymi ludźmi.

Prywatnie Skóra ma żonę, która go motywowała do pisania, gdy przychodziło zwątpienie, i 14-letnią córkę, która zagrała w jego sztuce w Tarnowie. Po pracy siedzi w lochach, wyremontowanej własnoręcznie suterenie kamienicy, w której mieszka. Dobrze się tam czuje, tam pisze i ogląda filmy, słucha szczura, który skrobie, ale nigdy się nie pokazuje (rodzina i sąsiedzi chcą gryzonia truć, ale Skóra im nie pozwala). I tylko czasem łapie się na tym, że, podobnie jak jego bohater, przed realizacją prosi Pana Boga o sukces, obiecując, że potem podzieli się z Nim premią.

– Ludziom się wydaje, że Bóg jest przekupny. Według mnie dał mi po prostu szansę, a ja ją wykorzystałem.

Epilog: bajka o Czerwonym Kapturku

Leśniczy podczas bezpośredniego pościgu, po oddaniu strzałów ostrzegawczych w powietrze, postrzelił wilka z pistoletu Glock 17. Oczywiście leśniczy, zanim doszło do strzelaniny, prowadził krótkotrwałe obserwacje oraz zasadzki celem zatrzymania wilka na gorącym uczynku popełnienia przestępstwa... (fragment ze sztuki „Fabryka”).

Aleksandra Wicik
zdj. Paweł Topolski
(Tarnowski Teatr im. Ludwika Solskiego)
Projekt plakatu sztuki "Kto dogoni psa?" Mariusz Fransowski

Jest to fragment artykułu. Całość w tradycyjnej, drukowanej wersji miesięcznika „Policja 997”.

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)